czwartek, 27 września 2012

dziesięć.

Następne dwa tygodnie minęły mi bardzo szybko. Chodziłam do szkoły, a po lekcjach razem z Sylvią spotykałyśmy się z chłopakami. Bardzo się z nimi zbliżyłam. Śmiałabym stwierdzić, iż są moimi przyjaciółmi. Niestety po imprezie w domu chłopców w internecie znalazły się zdjęcia moje i Nialla, kiedy siedzieliśmy na zewnątrz. Od razu cały świat obiegły plotki, że jestem jego dziewczyną, zważywszy na to, że po raz drugi zostaliśmy złapani sami we dwoje. Oczywiście, Matt był zazdrosny. Zresztą, i tak z nim prawie w ogóle nie rozmawiałam. Przez całe czternaście dni rozmawialiśmy TYLKO dwa razy i kłóciliśmy się przez większość czasu.
- Nie wiem co mam robić. Mam już dość - wtuliłam zapłakaną twarz w ramię Lou.
- Wieem. Też dużo się kłócę z Eleanor. - odpowiedział, gładząc moje plecy delikatnie. 
- Ja za nim tak bardzo tęsknię. A on mnie odpycha.
- Rozumiem Cię... Znaczy, to, że za nim tęsknisz. - poprawił się szybko. - Kiedy jesteśmy w trasie i bardzo tęsknię za Eleanor, a ona za mną, to przyjeżdża do mnie. Może ty też powinnaś tam jechać?Zrób mu niespodziankę.
Cholera. Lou miał naprawdę dobry pomysł. Powinnam pojechać do Matta, spotkać się z nim, spróbować wszystko naprawić.Czemu dopiero teraz, po prawie tygodniu, od przebiegnięcia tej rozmowy podjęłam decyzję? Dlaczego dopiero teraz rozważyłam tę opcję?
"Muszę iść. :D Jadę do Matta! :D Teraz. Już. :D
Ps. Podziękuj Louisowi, za podsunięcie mi pomysłu! :D" 
Nabazgrałam na karteczce, po czym szybko  podsunęłam ją Sylvii, która siedziała ze mną w ławce. Dziewczyna przeczytała szybko. Spojrzała na mnie, oddając mi karteczkę.
"CO?! Haha, shallona TY! :D kiedy masz zamiar wrócić? Czemu mi nic nie powiedziałaś wcześniej? :<
Ps. Sama mu podziękuj, zanim wyjedziesz. Przy okazji się z nimi pożegnasz. Wszystkimi". 
Wiedziałam, co miała na myśli, pisząc ostatnie słowo. Ostatnio ja i Niall  przestaliśmy się dogadywać. Zaczął mnie inaczej traktować, stał się... zimny i wyrafinowany. Odnosił się do mnie z wielkim dystansem, co bardzo mnie denerwowało i raniło jednocześnie, gdyż był moim przyjacielem i to z nim najlepiej się czułam z całej ich piątki. Kiedy tylko mu to powiedziałam, on tylko wzruszył ramionami i powiedział "Tak widocznie na mnie działasz". Od tamtego czasu ze sobą nie rozmawiamy w ogóle. Przez tę właśnie sytuację ja i Lou się bardziej zakolegowaliśmy. Zawsze miałam wrażenie, że jest tym zabawnym, nieogarniętym chłopakiem, z którym rzadko kiedy można pogadać na poważne tematy, jednak się myliłam. Pomagał mi bardzo często. Kiedy kłóciłam się z ojcem, jak ostatni raz starłam się z Niallem, kiedy czytałam chamskie komentarze na mój temat. On zawsze był, służył rękawem i za to byłam mu bardzo wdzięczna.
"W sumie masz rację. :> Będę... nie wiem. Może za jakieś dwa dni? tydzień? Zobaczę. Chcę, aby wszystko mi się naprawiło z Mattem! A teraz pozwól, że opuszczę tę nudną lekcję."
Podsunęłam dziewczynie liścik, a kiedy odczytała wiadomość spojrzała na mnie, nie wiedząc o co mi chodzi. Ja chwyciłam swoje podręczniki i spakowałam je do torby, po czym wstałam. Nauczycielka przerwała coś mówić i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Heart, gdzie się wybierasz? - spytała, podchodząc do mnie.
- Wychodzę, nie widać? - odpowiedziałam. - Nie mam po co siedzieć na tej lekcji, skoro i tak niczego się nie nauczę. Zresztą, mam ważniejsze sprawy.
Niewysoka brunetka patrzyła na mnie oszołomiona. Szczerze mówiąc, mnie też moje zachowanie zaskoczyło. Zawsze byłam grzeczną dziewczynką, która nie pyskuje, ani się nie stawia. Widząc, jak twarz kobiety staje się czerwona, zdałam sobie sprawę, że mam przechlapane, ale jakoś mnie to nie zmartwiło.
- Do dyrektora, młoda damo. - podniosła głos, wskazując palcem na drzwi.
- Spoko. Ale to może później, teraz trochę mi się spieszy. - odpowiedziałam, poprawiając torbę.
- Przepraszam? A gdzie się pani spieszy?
- A musi pani wszystko wiedzieć? - spytałam, po czym wyminęłam ją zwinnie.
Ruszyłam w stronę drzwi, a kiedy się przed nimi znalazłam, stanęłam na chwilę. Spojrzałam na klasę, która patrzyła się na mnie. Niektórzy byli zdezorientowali, inni się uśmiechali. Przyłożyłam dwa palce do czoła, po czym oderwałam je i z uśmiechem wyszłam z klasy.
Słyszałam, jak pani Jenkins wykrzykuje, abym wracała na lekcje, inaczej wezwie moich rodziców. Miałam ją gdzieś. Biegłam przez korytarz, ile tylko miałam sił w nogach. Wybiegłam ze szkoły, jednak się nie zatrzymałam. Ruszyłam w stronę domu, a kiedy tylko wbiegłam do pokoju chwyciłam walizkę. Spakowałam wszystkie rzeczy, które wydawały mi się potrzebne. Usłyszałam pukanie.
- Danielle, co ty tutaj robisz? - spytała Serena, nawet nie zważając na to, że nie powiedziałam "proszę".Włączyłam głośno płytę Paramore "RIOT!".
- Nie twoja sprawa. - mruknęłam, wymijając ją. Skierowałam się do łazienki, skąd wzięłam kosmetyki i szczotkę do zębów.
wyszłam z łazienki. Ponownie znalazłam się w moich "czterech ścianach". Wrzuciłam kosmetyczkę do walizki. Chwyciłam za telefon, po czym wybrałam numer Hayley.
- Cześć, baranie. - usłyszałam śmiech przyjaciółki. - co słychać?
- Cześć, lachonie - ach te nasze czułe słówka. - słuchaj, mam sprawę.Chcę dzisiaj przyjechać do Matta.
Usłyszałam pisk w słuchawce, którą musiałam odsunąć na kilometr od ucha.
- I dzwonię z pytaniem, a także prośbą. Mogę się u ciebie zatrzymać? Tak na parę d...
- Ty głupia jesteś. - przerwała mi w połowie słowa. - Co się głupio pytasz? Pakuj manatki i zapierdzielaj do mnie, bo się za tobą stęskniłam.
Zaśmiałam się cicho.
- No okej. A teraz prośba. Nie mów nic Mattowi, okej? Chcę mu zrobić niespodziankę.
- Ermm, okay. Więc idę przygotować Ci pokój, bo pewnie rodzice się zgodzą! - wrzasnęła do słuchawki, po czym się rozłączyła.
Zaśmiałam się cicho, po czym pobiegłam do garderoby. przebrałam się , po czym szybko wpełzłam jeszcze pod łóżko, spod którego wyciągnęłam skarpetę, w której trzymałam swoje wszystkie oszczędności. Szybko wrzuciłam portfel do torby, po czym szybko wyszłam z pokoju. Musiałam jeszcze się pożegnać z chłopakami.
- Będę za godzinę. - krzyknęłam, wychodząc z domu.
Skierowałam się w stronę willi chłopaków. Nie miałam daleko, więc cała droga zajęła mi dziesięć minut. Wzięłam głębszy oddech, naciskając dzwonek. Drzwi otworzył mi Niall, a moje serce zabiło szybciej. Spojrzał na mnie zimnym wzrokiem, po czym przepuścił w drzwiach.
- Jest reszta? - spytałam niepewnie, wchodząc do pomieszczenia.
Raniło mnie zachowanie blondyna. Nie wiedziałam o co mu chodzi, co ja takiego zrobiłam. W końcu wcześniej był dla mnie przyjazny. Mogłabym powiedzieć, że mógłby być moim przyjacielem.
- W salonie. - odpowiedział szorstko, wymijając mnie.
Wywróciłam oczami. Miałam ochotę chwycić go za te blond włosy i trzepnąć go, czy cokolwiek, aby znów był tym kochanym, przyjaznym Irlandczykiem, który poświęcił jedną z imprez, aby mnie pilnować. Zamiast tego poszłam do salonu. Zastałam w nim Zayna i Lou grających w Fifę, Hazzę narzekający, żeby dali mu zagrać i Liama, który biegał po całym pomieszczeniu za swoim żółwiem.
- Cześć chłopaki. - powiedziałam, siadając obok Hazzy.
- Cześć. - powiedzieli chórem nie przerywając swoich czynności.
Nagle Harry przestał narzekać, tylko piszczeć i skakać jak pojebany. Zajął miejsce Lou i zajął się grą. Brunet wywrócił oczami, siadając obok mnie. Wziął poduszkę, która leżała na kanapie, po czym przywalił mi nią w twarz.Pisnęłam, lecz nie byłam mu dłużna. I tak rozpętała się bitwa na poduszki między mną, a Lou.Krzyczałam, piszczałam, waliłam tą poduszką na oślep i śmiałam się wniebogłosy razem z chłopakiem.
- Stop! - pisnęłam, chroniąc się przed poduszkami. - Loooooou, przestań!
- Okej, okej. Tylko przestań już tak piszczeć. - opadł swobodnie na kanapę.
Odgarnęłam włosy, które opadały mi na twarz. Spojrzałam na zegarek. Cholera. Jest piętnasta. Za pół godziny miałam pociąg.
- Cholera. Kurwa. - zerwałam się na równe nogi.
- Nie klnij tak. - Hazza powiedział, spoglądając na mnie pytająco. - Co jest.
- Zapomniałam wam powiedzieć. W sensie... przyszłam się pożegnać, bo wyjeżdżam. Zupełnie wypadło mi to z głowy, cholera.
- Wyjeżdżasz? - Zayn podszedł lekko przestraszony.
- Tak. - westchnęłam cicho. - Ale niedługo powinnam wrócić. Zresztą wiecie, mam szkołę.
- Czemu jedziesz? - nie spodziewałam się, że Niall będzie chciał wiedzieć.
- Chcę naprawić mój związek z Mattem. - odpowiedziałam, spoglądając na swoje buty.
- Po co? Przecież to jest bez sensu. On jest po drugiej stronie kraju. - że co przepraszam? co ja właśnie usłyszałam?
- A co cię to obchodzi? - odpowiedziałam, patrząc złowrogo na blondyna. - przez cały czas mnie zlewasz, a teraz nagle się zainteresowałeś moim związkiem?
- Jezu, przepraszam. - blondyn wbiegł na górę. Usłyszałam tylko trzask drzwi od jego pokoju.
Zmarszczyłam brwi. Wzrokiem przejechałam po twarzach chłopaków. Oni tylko wzruszyli ramionami. Westchnęłam cicho. Dwadzieścia minut.
- Ech, wyjaśnię to sobie z nim jak wrócę. Teraz muszę naprawdę uciekać. Mam dwadzieścia minut, cholera.
- Odwiozę cię. - zaoferował Lou. - I tak nie mam nic lepszego do roboty.
- Ehmm... Jeśli to nie będzie problem, to okej.
Pożegnałam się z pozostałą trójką, po czym wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu chłopaka.
- Gdzie panią powieźć?
- Najpierw do domu. Potem na dworzec.
Po niecałych piętnastu minutach byliśmy już na dworcu. Lou wziął moje bagaże, po czym szybko pobiegliśmy na peron. Pociągu jeszcze nie było.
włącz to. :D
- Przeprosisz ode mnie Nialla? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedział w tej samej chwili, kiedy mój pociąg wjeżdżał.
- Lou, dziękuję. - Powiedziałam, przytulając się do niego mocno.
- Za co? - Otoczył mnie ramionami, przyciągając do siebie.
- Za to wszystko. Za ten pomysł z niespodzianką, za wszystkie porady.Za miłe chwile.
- Nie ma za co, mała. - nienawidziłam kiedy tak mnie nazywał, a on dobrze o tym wiedział.
- Weź. - walnęłam go pięścią w brzuch, śmiejąc się wesoło.
- Aua. To bolało, krasnoludku. - jego śmiech rozniósł się po całym peronie. - idź już, bo ci zaraz pociąg ucieknie i z twojej niespodzianki będzie lipa.
- Okej. - dałam mu buziaka w policzek, po czym wzięłam walizki i poszłam do pociągu. Nim weszłam, Lou złapał mnie za rękę.
- Tylko zadzwoń jak dojedziesz i powiedz jak poszła ci niespodzianka.
Ciepły uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Obiecuję.
Lou spojrzał mi w oczy. Poczułam jego ręce na moich biodrach. Chłopak zaczął się pochylać, a moje serce ruszyło jak szalone. Czy on chce...? Chciałam uciekać, ale nie mogłam. Stałam sztywno, wpatrując się w jego oczy. Nasze wargi w końcu się zetknęły, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Oddałam ten pocałunek, który po chwili przerodził się w coraz bardziej namiętny. O mój boże, jak on świetnie całuje. O mój boże... co ja do kurwy nędzy robię? Zebrałam w sobie wszystkie siły, mimo, że było mi trudno, bowiem moje nogi były jak z waty, jednak oderwałam się od chłopaka. Moje oczy zaszły łzami, a usta zasłoniłam dłonią. Chwyciłam walizki, po czym w biegłam do pociągu. Drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem Spojrzałam na Lou. Stał sztywno, patrząc na mnie przerażonymi wzrokiem. Zamknęłam oczy, a w tym samym momencie maszyna ruszyła. Stałam tak chwilę, jednak po chwili otworzyłam oczy. Poszłam szukać przedziału. Znalazłam jeden całkowicie pusty. Weszłam do niego. Opadłam na siedzenie. Wciąż byłam w szoku, a na wargach wciąż czułam pocałunek. Bezwiednie podniosłam dłoń i dotknęłam ust. Cholera. To był błąd. W ogóle, co on do cholery zrobił? Przecież i on, i ja byliśmy tylko przyjaciółmi, tak mi się wydawało, zresztą,obydwoje mieliśmy partnerów. A ja... ja i tak nic do niego nie czułam. Cholera.

poniedziałek, 10 września 2012

dziewięć.

 Od razu przepraszam, że nie dodawałam rozdziału przez prawie dwa miesiące, ale kurde nie miałam weny. Pisałam ten rozdział... tak z miesiąc, może troszkę mniej. Ale w końcu mi się udało, chociaż chyba nie było mi dane go napisać, ponieważ dziesięć tysięcy razy mi się wszystko kasowało, albo zapominałam zapisać. XDDDD tak więc przepraszam i mam nadzieję, że Wam się spodoba. :D

Promienie słońca przemykały się przez zasłony, oświetlając przy tym cały pokój. Czułam, jak delikatne ciepło lizało moje nagie ramiona. Chcąc rozkoszować się jeszcze tym ciepłem, przewróciłam się na drugi bok. Poczułam, jak czyjeś ramię oplata moją talię, więc przytuliłam się do Matta, czując jego oddech na swojej szyi zaśmiałam się cicho. Przybliżyłam moją twarz do jego, chcąc złożyć na pełnych ustach pocałunek, jednak wcześniej otworzyłam oczy. Wrzasnęłam na cały dom, odpychając od siebie chłopaka rękoma i nogami za jednym razem. Sama też się odsunęłam, jednak nagle łóżko się skończyło i wśród wianuszka przekleństw, które wyleciało z moich ust, wylądowałam na podłodze.
- Co się dzieje? - usłyszałam rozbudzony głos po drugiej stronie łóżka. 
-O mój boże. Niall?- pisnęłam cicho, łapiąc się za głowę, gdyż dopiero teraz poczułam okropny ból głowy, który nieco wzrósł, przez taką niemiłą pobudkę. – Nic Ci nie jest? – spytałam, łapiąc się za czoło.
-         Nie, chociaż pobudka do najlepszych nie należy. – zaśmiał się cicho i zerknął na mnie rozbawiony. – a tobie nic się nie stało? – spytał.
-         Ciszej... – mruknęłam, zaciskając oczy. – kac morderca. Przepraszam za to. Nie chciałam cię tak brutalnie obudzić. A możesz powiedzieć jak to się stało, że wylądowałam z tobą w jednym łóżku? – spytałam, podnosząc się z trudem z ziemi, przez co łupanie w mojej czaszce przybrało na sile, a w gardle miałam cholernie sucho. Jęknęłam. – Zresztą... nieważne, zaraz mi opowiesz. Ja muszę skoczyć do kuchni.
Powiedziałam, po czym wyszłam. Zeszłam powoli ze schodów, a wchodząc do kuchni zastałam tam Harry’ego, Lou i Liama. Uśmiechnęłam się złowieszczo, widząc, że pierwsza dwójka także przechodzi męczarnie.
-         WODY! WODY DAJCIE! KAC MORDERCA ATAKUJE! – wydarłam się na całe pomieszczenie, od razu tego żałując. Idiotka ze mnie.
-         Zamknij się, Danielle. – usłyszałam jęk Louisa. – Zabiję cię, cholero mała. Ale to jutro.
Zachichotałam cicho, siadając na krześle obok loczka, który trzymał się rękami za głowę. Przed nim stała pusta butelka po wodzie i tabletki na ból głowy.  Nagle naprzeciwko mnie Liam postawił nową wodę. Posłałam mu wdzięczny uśmiech, po czym odkręciłam korek i  wypiłam połowę cieczy. Wzięłam dwie tabletki, po czym wzięłam jeszcze jednego łyka, aby je popić.
Usłyszałam cichy chichot Louisa. Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem.
-         Co? – zmarszczyłam lekko brwi, a chłopak zaniósł się głośnym śmiechem, co raniło moją głowę.
-         Zapomniałaś się ubrać. – powiedział, pomiędzy spazmami śmiechu. W tym samym momencie pozostali chłopcy też się zaśmiali.
-         Cholera. Kurwa. – mruknęłam.
Byłam w koszulce Nialla i samych gaciach... zaraz... gdzie są moje ubrania? Wstałam i wybiegłam z kuchni jak z procy. Wbiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi przerażona. Blondyn właśnie siedział w samych bokserkach na łóżku z laptopem na kolanach i patrzył się na mnie zdezorientowany.
-         Czemu jestem w twoich ciuchach? Czemu z tobą spałam? O boże... nie robiliśmy... tego? – spytałam, akcentując ostatnie słowo. Byłam wyraźnie przerażona.
Chłopak zaśmiał się swoim charakterystycznym śmiechem. Normalnie bym do niego dołączyła, jednak teraz jakoś przerażał mnie fakt, że mogłam zdradzić swojego chłopaka i nie było mi do śmiechu.
-         Calm down, girl. Do niczego nie doszło wczorajszej nocy. Za bardzo się spiłaś. – powiedział rozbawiony. – masz strasznie słabą głowę.
-         Ahaha, jakie zabawne. – prychnęłam, podchodząc do łóżka. Usiadłam na jego krańcu, zabierając koc by się przykryć. – Opowiedz mi wszystko. Od... od tego jak wniosłeś mnie do domu, bo wtedy urwał mi się film. Tak myślę.
-         Dobra. – wziął głębszy oddech, poczym rozpoczął swoją opowieść. – Wniosłem cię do domu i chciałem zanieść do pokoju, żebyś poszła spać, ale się uparłaś, że chcesz zostać, więc dałem za wygraną, bo zaczęłaś mi płakać.
Oh God. Gorzej być nie może, pomyślałam sobie, kręcąc głową i przy okazji zalewając się rumieńcem.
-         Zaczęłaś się bawić, oczywiście ja cię pilnowałem. Patrz, jaki dobry jestem. – zachichotał cicho. – Około czwartej zaciągnąłem cię do pokoju i położyłem spać, najpierw dając ci coś do przebrania. Kiedy wychodziłem, poprosiłaś, żebym cię przytulił, więc to zrobiłem. Zaczęłaś mi opowiadać o tym, jak tęsknisz za swoim chłopakiem i przyjaciółką. Chciałaś mi też opowiedzieć o szkole, ale w połowie pierwszego zdania po prostu zasnęłaś. Chciałem iść, ale wtuliłaś się we mnie tak bardzo, że nawet nie miałem jak się wywinąć z twoich szponów.
-         O boże. Nie dałam ci się bawić. Przepraszam! – wyrzuty sumienia zalały mnie od środka. – Czekaj... czemu nie mogłam spać w swojej sukience?
Horan spojrzał na mnie takim wzrokiem, że aż przeszły mnie ciarki.
-         Cóż.... obrzygałaś ją. – powiedział, chichocząc.
Mówiłam, że gorzej być nie może? Myliłam się.
-         ŻE CO?! – wrzasnęłam i złapałam się za głowę. Może i proszki zaczęły działać, ale nie ugodziły całkowicie bólu. – O boże. Teraz mogę iść i zabić się ze wstydu. Ughhhh, jak ja teraz wrócę do domu? – wypowiedziałam swoje myśli, lekko klepiąc się w czoło otwartą ręką.
-         Cóż, mogę dać Ci jakieś ciuchy. – zaoferował się niebieskooki, a ja posłałam mu wdzięczne spojrzenie.
-         Serio mówisz?
-         Tak. W końcu... to w sumie przeze mnie nie masz sukienki, bo pozwalałem ci mieszać alkohol.
Mój dźwięczny śmiech rozniósł się po pokoju.
-         Bez przesady. Sam miałeś się bawić, a ja ci tę zabawę zepsułam. Gdybyś jeszcze miał patrzeć na to, co piję to już w ogóle masakra by była. Ale i tak jestem Ci naprawdę wdzięczna za to, że poszedłeś za mną. Gdyby nie to, nie wiem czy wróciłabym do domu cała, czy teraz leżała w krzakach w parku. – zachichotałam cichutko, wstając z łóżka. – Emm... to mógłbys dać mi te ubrania?
-         Jasne, już daję. – powiedział, po czym odstawił laptopa na poduszkę. Wstał i poszedł do garderoby, by po chwili wrócić i wręczyć mi koszulkę i spodnie od dresu. – łazienka jest na samym końcu korytarza. Weź sobie czysty ręcznik. Powinien być w którejś z szafek. Poszukaj.
Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam z pokoju. Skierowałam się we wskazanym kierunku. Zapukałam do białych drzwi. Odpowiedziała mi cisza, więc lekko naparłam na klamkę. Cichy szczebiot. Otwarte. Zapaliłam światło, wszedłszy do pomieszczenia. Rozejrzałam się dookoła. Było tu dość przytulnie. Duża wanna z masażem pod oknem, a naprzeciwko niej prysznic. Stanęłam nad umywalką i spojrzałam w wielkie lustro, które nad nią wisiało. Wyglądałam doprawdy okropnie. Włosy sterczały mi na wszystkie strony, rozmazany makijaż, wory pod oczami. Masakra. Z westchnieniem sięgnęłam do kremowej szafki. Znalazłam tam to, czego szukałam. Wyjęłam puszysty ręcznik i powiesiłam go na wieszaku przy prysznicu. Zakluczyłam drzwi, poczym szybko się rozebrałam. Weszłam do kabiny. Ciepłe strugi wody spływały po moim przemęczonym ciele. Szybko się odświeżyłam. Wytarłam się starannie i ubrałam. Nałożyłam trochę pasty na palec, aby przemyć nim zęby. Chwyciłam swoją „piżamę” i z turbanem na włosach wyszłam z łazienki. O mało co nie padłam na zawał, gdyż wpadłam z impetem na Zayna, który tylko zaśmiał się cicho.
-         Vas happenin’? – zawołał, a ja parsknęłam śmiechem.
-         Danielle! – usłyszałam Sylvię, która podbiegła do mnie z uśmiechem malującym się na jej twarzyczce.
-         Vas happenin’? – krzyknęłam do blondynki. Usłyszałam głośny śmiech mulata, który postanowił zejść do kuchni.
-         O mój boże, dziękuję ci, że mnie wzięłaś ze sobą! – pisnęła po cichu, kurcząc się, jakby nie chciała, żeby ktokolwiek usłyszał naszą rozmowę.
-         Haha, no nie ma za co, kabanosie. – kąciki mych ust uniosły się lekko ku górze. – opowiesz mi, jak będziemy wracać, co stanie się za – zerknęłam na zegarek – po śniadaniu. A może obiedzie? Jest już szesnasta. Cholera.
-         Wracamy już? – jęknęła dziewczyna, a ja tylko pokiwałam głową.
Wrócilam do pokoju Nialla, którego nie było. Westchnęłam cicho, po czym rozejrzawszy się po pomieszczeniu chwyciłam moją jednorazową piżamę, po czym złożyłam ją ładnie w kosteczkę. Przy koszu leżała siateczka, w której znajdowała się moja beżowa sukienka. Z ciężkim sercem podniosłam ją delikatnie, starając się odsunąć ją od siebie. Mimo, iż miałam ją raz na sobie, stwierdziłam, że nie ma co się trudzić i po prostu ją wyrzucę. Złożone ubrania wepchnęłam sobie pod pachę, śmieci wzięłam w prawą dłoń, a obcasy nałożyłam na obolałe stopy.
Cholerne odciski, pomyślałam, kiedy zrobiłam pierwszy krok. Zacisnęłam zęby. Będę dzielna. Jakby co, to po prostu będę wracać na bosaka. Jakbym naprawdę nie robiła tego wcześniej. Zeszłam po schodach, a w kuchni zastałam Sylvię. Uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam.
-         Idziemy już, prawda? – spytałam ją z nadzieją w oczach.
-         CO?! TAK BEZ ŚNIADANIA?! – usłyszałam pisk Nialla, na co parsknęłam głośnym śmiechem.
-         Ha! Raczej obiadu!
-         No w sumie. – odparł Harry, który coś smażył. – ale w sumie to już zaraz będzie jedzenie.
-         Okeej, zostaniemy. W końcu chcę spróbować... tego wynalazku. – odparłam, udając się w stronę stołu. Zajęłam miejsce obok blondynki i Lou.
-         Jaki tam wynalazek. Toż to tylko jajecznica z jajkami. .
Po całym pomieszczeniu rozległ się śmiech Nialla, a po chwili wszyscy do niego dołączyliśmy.
-         Jajecznica z jajkami? Serio? – powiedział pomiędzy spazmami śmiechu.
-         No tak. No bo nic innego nie było. Tylko jajka i mleko. I tak sobie pomyślałem, że jajecznica to dobry obiad.
-         Pożywne, nie powiem. – mruknęłam, ocierając łzę, która spływała po moim policzku.
Po pięciu minutach śmiania się każdy z nas dostał porcyjkę jajecznicy. Porcyjkę to znaczy cały wielki talerz. Ja zjadłam jedną połowę, a drugą bardzo chętnie zaopiekował się Nialler, uprzednio pochłaniając swoje.
-         To my się będziemy zaraz zbierać, no nie? – szturchnęłam Sylvię w ramię.
-         Noooooo. – mruknęła niezadowolona.
Szczerze mówiąc nie uśmiechało mi się wracać do domu, bo naprawdę świetnie się z chłopakami bawiłam. Ale teraz powinnam wrócić do rzeczywistości. Cholernej, szarej rzeczywistości.
-         To my was odprowadzimy, prawda Niall? – zaoferował się Zayn, spoglądając na blondasa, który właśnie zaczął pochłaniać paczkę żelków. Ile on żarł. (:O)
-         Oczywiście. – powiedział, a ja korzystając z okazji ukradłam mu parę miśków.
-         EJ! – pisnął, patrząc na mnie z wyrzutem.
-         No co?
-         Moje żelki. – westchnął głęboko.
-         Że niby że te? – machnęłam mu jednym żelkiem przed nosem, po czym powtórzyłam to parę razy. W końcu trafił do moich ust, z których wydobywały się dość dziwne dźwięki, które świadczyły, iż to co mam w buzi dobrze smakuje. (hahaha, bez skojarzeń. ;D)
-         ONA MI TO ROBI SPECJALNIE! – pisnął Horan, a ja zaśmiałam się dźwięcznie. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-         Otworzę! – powiedziałam, po czym podbiegłam do przedpokoju.
Chwyciłam za klamkę i pociągnęłam ją mocno. W przejściu stał wysoki, barczysty mężczyzna. Na mój widok na jego twarzy pojawiło się zdziwienie.
-         Słucham? – powiedziałam grzecznie, uśmiechając się szeroko.
-         Chwileczkę. – odpowiedział mi.
Zszedł na ganek, sprawdził numer domu. Między jego brwiami powstała jedna zmarszczka. Wrócił.
-         Przepraszam, czy zastałem może Harry’ego Styles’a? Albo kogokolwiek? Jestem Paul. Ochroniarz.
-         Jasne. – odparłam, po czym wydarłam się na całe gardło. – Hazza, jakiś koleś przyszedł. Mówi, że nazywa się Paul i jest waszym ochroniarzem czy czymś tam!
-         Cholera. – usłyszałam tylko z kuchni i tupot stóp po podłodze. – Paul! Co tu robisz? Ach, to jest Danielle. Nasza przyjaciółka. Danielle, to jest Paul. Więc, Paul, co tu robisz?
-         Macie wywiad, wy ćwoki.- Paul nawet się nie zdziwił.
-         CO?! Za ile?
-         Za czterdzieści minut. Ja poczekam na was w samochodzie. Macie dziesięć minut na ogarnięcie się. – powiedział i sobie wyszedł.
Oczy Hazzy zrobiły się jak spodki, po czym nagle wystrzelił jak z procy i popędził na górę.
-         Chłopaki! Alarm! Alarm! Kod wywiadowy! Powtarzam kod wywiadowy! Zbiórka na dole za dziesięć minut! DZIESIĘĆ MINUT! – usłyszałam tylko jak trzaska drzwiami od swojego pokoju.
Z kuchni dobiegały odgłosy stłuczonego naczynia, piszczenia, które otworzyło się w starciu z gwałtownym odsunięciem krzesła i linoleum. Usłyszałam także wianuszek przekleństw, które zapewne wydobywały się z ust blondyna. Pozostała czwórka wbiegła na schody, przepychając się między sobą, przeklinając i wyzywając od debili. Sylvia podeszła do mnie. Spojrzałyśmy na siebie, po czym wybuchłyśmy głośnym śmiechem, przez co wylądowałam na podłodze. Po chwili dopadł mnie jeszcze kaszel, więc śmiałam się i kaszlałam jednocześnie, leżąc na podłodze. Po pewnym czasie wstałam, ocierając łzy, które poleciały z moich oczu. Przed nami staną Malik i Horan.
-         Chyba dzisiaj nie będziemy mogli was odprowadzić. – powiedział mulat, widocznie się smucąc.
-         Wiesz, będziesz miał jeszcze parę okazji, by mnie odprowadzić. – Sylvia szturchnęła go łokciem w brzuch i poruszając zabawnie brwiami.
-         Więc, następnym razem! – klasnęłam w dłonie.
Skierowałam się do kuchni i wzięłam wszystkie swoje rzeczy. Kiedy wróciłam do przedpokoju wszyscy nagle się na mnie rzucili, zgniatając mnie przy tym.
-         Chłopaki! – wydyszałam, ale chyba mnie nie słyszeli. – CHŁOPAKI! Udusicie mnie zaraz tu kurde. – wrzasnęłam. Udało się.
Kiedy mnie puścili zassałam powietrze. Wywróciłam oczami. Razem z blondynką pożegnałyśmy się z chłopakami, po czym wyszłyśmy i rozeszłyśmy się do swoich domów. Kiedy tylko weszłam do mojego pokoju od razu poszłam się odświeżyć, po czym padłam na twarz na miękkie łóżko, które tak bardzo się za mną stęskniło podczas mojej nieobecności ostatniej nocy.


Chciałam tylko dodać, że 5 komentarzy = następny rozdział. ;D nie wiem czy czytacie czy nie, więc nie wiem czy to ma sens. Więc chcę się przekonać, czy kogoś to zaciekawiło. :> 

niedziela, 22 lipca 2012

osiem.

omg, wyrobił się chłopak. :D :3

______________________

Godzina przyjścia mojej koleżanki wybiła bardzo szybko, jednak w tym czasie zdążyłam nieco się rozpakować i odrobić wszystkie lekcje, a także wykąpać. Siedziałam w kuchni z mokrymi włosami, pochłaniając miskę płatków czekoladowych z mlekiem. Bardzo pożywną miałam kolację, a raczej obiad. Kiedy zadzwonił dzwonek, podskoczyłam, obijając sobie zęby łyżką, co mnie zabolało. Przeklinając pod nosem, otworzyłam drzwi. Stała w nich Sylvia z szerokim uśmiechem na twarzy i torbą zawieszoną na ramieniu. Wpuściłam ją do środka.
- Cześć. - powiedziała i zdjęła buty.
- Hej. - odpowiadałam, kierując się w stronę kuchni.
Wzięłam ostatni kęs posiłku, po czym odłożyłam naczynie do zmywarki, po czym ją włączyłam. Zerknęłam na zegarek. Miałyśmy równo godzinę do wyjścia. Oczywiście, mogłyśmy się spóźnić, co było nieuniknione bowiem byłam strasznie spóźnialska.
- Chcesz czegoś do picia? - spytałam, zerkając na dziewczynę, która właśnie weszła do kuchni. Zajrzałam do lodówki. - Mam wodę, sok pomarańczowy, fantę i cherry coke. Co wybierasz?
Zerknęłam na nią z wesołym wyrazem twarzy.
- Fantę poproszę.
Sięgnęłam po puszkę fanty i podałam ją blondynce, po czym wyciągnęłam cherry coke dla siebie. Machnęłam ręką na znak, aby poszła za mną. Nie śpiesząc się, weszłam do pokoju i stanęłam przed wielką szafą. Cholera, nie pomyślałam, aby coś sobie wybrać. Przez piętnaście minut wybierałam sukienki, co chwilę się przebierając i pokazując koleżance. W końcu wybrałam jakąś sukienkę, dobrałam do niej dodatki i buty na obcasie. Nieco się ich obawiałam, bo dawno w nich nie chodziłam i wiedziałam, że moje stopy będą po prostu odpadać, ale zawsze można je zdjąć. Będziemy przecież w domu. Moja nowa znajoma wybierając strój chciała nałożyć bluzkę z napisem "I love 1D", jednak jej to subtelnie odradziłam. Dziwnie by to wyglądało. W końcu z przegraną miną, wybrała sobie coś innego. Kiedy Sylvia się przyszykowała, teraz nadeszła moja kolej na umalowanie się. Postawiłam na kreski i delikatną szminkę. Wyprostowałam grzywkę prostownicą, gdyż moje włosy były falowane, co niezbyt dobrze wyglądało. Przynajmniej dla mnie. Stanęłam przed lustrem, już całkiem gotowa. Spojrzałam na moją towarzyszkę z uśmiechem malującym się na mojej twarzy. Wzięłam torebkę, po czym wyszłyśmy z domu, a ja wcześniej włączyłam alarm i zakluczyłam drzwi.

- Okej, jesteśmy. - Powiedziałam, zwracając się do dziewczyny. Chwyciłam ją za ramiona. - Obiecaj mi, że nie będziesz piszczeć, ani nie zemdlejesz, okej? Błagam. Przysięgnij.
Dziewczyna lekko skinęła głową, jednak na jej twarzy malowało się zdezorientowanie.
- Dobra, nie będę piszczeć i na pewno nie zemdleję. Chociaż, kto wie. - Zaśmiała się, a ja zmroziłam ją wzrokiem. - Żartowałam tylko, no.
Odetchnęłam z  ulgą, po czym podniosłam dłoń.
- HIGH FIVE! - powiedziałam, a dziewczyna przybiła mi piątkę.
Zaśmiałam się i podeszłyśmy do drzwi. Nacisnęłam dzwonek, a w tym samym czasie poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Naprawdę modliłam się w duchu, aby Sylvia nie zrobiła nic głupiego, jak na przykład rzucenie się na któregoś z chłopaków.
Drzwi otworzyły się, a przed nami stanął chłopak w koszulce w paski i niebieskimi tym razem spodniami. Uśmiechał się szeroko.
- Danielle! - wrzasnął i porwał mnie w swoje ramiona. - Niall mówił, że przyjdziesz.
- LOU! Moja marna podróbo! - zaśmiałam się. Po naszym zachowaniu można było stwierdzić, że znamy się kilka lat, mimo, iż tak wcale nie było. 
Odsunęłam się od niego delikatnie i zerknęłam kątem oka na moją towarzyszkę. Była nieco rozkojarzona i wpatrywała się w chłopaka wielkimi oczami.
- O mój Malik... To znaczy.... O mój Boże. - poprawiła się, a Louis ryknął śmiechem, zresztą ja także.
- Cześć, jestem Louis. - wyciągnął do niej dłoń, która zaraz została uściśnięta.
- Sylvia. - powiedziała. Szok znikał powoli z jej twarzy.
Zaśmiałam się i pociągnęłam ją do środka.Ucieszyłam się, że nie zaczęła wrzeszczeć, ani płakać. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszystkie meble były podsunięte pod ściany, aby na środku salonu zrobić parkiet. Na jednym ze stołów, które stały pod oknami był alkohol, a na pozostałych dwóch przekąski.
- Cześć, Danielle! - usłyszałam głos za plecami, a kiedy się obejrzałam za siebie ujrzałam szczęśliwą twarz blondyna, który od razu porwał mnie w objęcia.
- Niallll - przeciągnęłam, czując, że niemal łamie mi kości swoim silnym uściskiem. Jęknęłam cicho. - Też się cieszę, że cię widzę, ale zaraz mnie zgnieeeciesz.
Od razu wypuścił mnie z objęć, uśmiechając się szeroko. Zaśmiałam się cicho i walnęłam go pięścią w ramię.
- Aua! - złapał się w bolące miejsce. - Za co to?
- Za to, że przez ciebie jestem na pierwszych stronach gazet, czy innych gówien i za to, że trafiłam do dyrektora. - powiedziałam z uśmiechem na ustach. Spojrzałam na koleżankę. - Niall, to jest Sylvia. Sylv, to jest Niall, ale chyba nie muszę ci go przedstawiać. - zaśmiałam się cicho.
- Heeeej. - Niebieskooki przywitał się z moją koleżanką tak samo jak ze mną, zamykając ją w szczelnym uścisku.
- No siema. - Blondynka zaśmiała się cicho, nie wiedząc co zrobić.
Kiedy już skończył się witać, ruszył przed siebie, dając nam znak, abyśmy ruszyły za nim. Tak też zrobiłyśmy.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że znasz One Direction?! - dziewczyna szepnęła mi do ucha. - Albo, że idziemy do nich na imprezę! Przygotowałabym się lepiej, a nie.
Zachichotałam cicho, spoglądając na nią. rozbawiona.
- Chciałam ci zrobić niespodziankę. - delikatny uśmiech rozświetlił moją twarz. W tej samej chwili wpadłam na Nialla, który nagle się zatrzymał. - Auć. Mógłbyś uprzedzić, że się zatrzymałeś.
- Mogłabyś patrzeć pod nogi. - Zaśmiał się donośnie. - Chłopaki, pamiętacie Danielle?
Zerknęłam na kanapę, na której siedział Harry, Zayn i Louis, który najwidoczniej zdążył dojść do swoich przyjaciół. Obok niego usiadła wysoka brunetka z szerokim uśmiechem na twarzy. Od razu przytuliła się do chłopaka.
- Jasne, że tak. - Odpowiedział Zayn, który posłał mi szeroki uśmiech, a ja go odwzajemniłam.
- Okej. Więc to jest Sylvia, koleżanka Danielle.- wskazał na blondynkę, a później na towarzyszkę Louisa. - A to jest Eleanor. Dziewczyna Lou.
- Cześć. - powiedziała, posyłając nam przyjazny uśmiech.
- Hej. - powiedziałyśmy równocześnie z S. Uniosłam dłoń, a ona przybiła mi piątkę.
- High five! - powiedziałam i zaśmiałam się.
Zajęłyśmy miejsca na sofie, na przeciwko chłopaków z zespołu, a Niall przyniósł nam drinki, zasiadając obok mnie. Upiłam łyk trunku, po czym wciągnęłam się w rozmowę z blondynem. Po paru minutach zauważyłam, że moja koleżanka zajęta była odpowiadaniem na pytania, które zadawał jej Zayn. Coś mi się wydawało, że oboje się sobie podobali. Zerknęłam ukradkiem na Harry'ego i Louisa, którzy rozmawiali z Eleanor, wygłupiając się przy tym. Po parunastu minutach przyszedł Liam z jakąś dziewczyną u boku. Miała śliczne, kręcone włosy.
- Cześć. Wybaczcie, trening mi się trochę przedłużył. - powiedziała z przepraszającym wyrazem twarzy, jednak wszyscy stwierdzili, że nic nie szkodzi.
- Emm, Danielle, to jest Sylvia. - Liam wskazał na moją przyjaciółkę, a później na mnie. - A to jest Danielle.
Dziewczyna zaśmiała się cicho i uścisnęła nasze dłonie, po czym przysiadła do nas. Niall razem z Liamem zajęli się rozmową, więc ja zrobiłam to samo z moją imienniczką. Dziewczyna była przesympatyczna, od razu ją polubiłam. Rozmawiałyśmy o modzie, a także o muzyce. Dowiedziałam się, że jest tancerką, na co ja wybałuszyłam oczy, co spowodowało, że wybuchnęła śmiechem. Po paru drinkach ruszyłyśmy na parkiet, dając się ponieść rytmowi piosenki. W pewnej chwili poczułam, że ktoś do mnie dołączył. Był to jakiś chłopak, widać, że już trochę wypił, bo jego dłonie powędrowały na moje pośladki. Jako że, ja także nie byłam w pełni trzeźwa, pozwoliłam mu na to. Kilka piosenek później ja wylądowałam na stole, tańcząc macarenę z butelką piwa w ręce. Nawet nie pamiętałam jak znalazłam się w pokoju na górze z chłopakiem, z którym wcześniej tańczyłam. Czułam jego usta na moich, a ręce błądziły po moim ciele. Nagły przebłysk świadomości tego, co robię, zmusił mnie do odepchnięcia chłopaka. Wybiegłam z z pokoju i pędząc na dół po schodach. Minęłam wszystkich, a wychodząc z domu nawet się nie pożegnałam Poczułam na policzkach zimny wiatr, który powoli mnie ocucił. Usiadłam na krawężniku przed domem i schowałam głowę między kolana. Czułam, jak kręci mi się w głowie, a moje nogi bolały niemiłosiernie.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam znajomy głos.
Od razu się wyprostowałam i zerknęłam na Nialla z bladym uśmiechem na twarzy.
- Taak. - skłamałam, mając nadzieję, że mi uwierzy, mimo, iż ja sama nie byłam co do tego przekonana.
- Jasne. - mruknął i usiadł obok mnie.
- Wracaj do środka, nie trać imprezy. - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach.
- Trudno. Wolę zostać. - mogłabym przysiąc, że właśnie się uśmiechnął. - Co jest?
Westchnęłam cicho.
- Prawie... -  głos mi się załamał, a łzy pociekły po policzku. - prawie zdradziłam swojego chłopaka. Tak bardzo za nim tęsknię!
Blondyn zdjął bluzę i narzucił na moje ramiona, po czym nieśmiało przyciągnął mnie do siebie. Poczułam, jak delikatnie głaszcze mnie po włosach.
- Wszystko będzie dobrze. Zadzwoń do niego. Spotkaj się.
- Ale to nie takie łatwe! On nie jest z Londynu. Mieszka w miasteczku, gdzie ja kiedyś. Nie mam możliwości zobaczenia go, nawet przez tę jebaną kamerkę, bo jak on nie ma czasu to ja mam, a jak ja nie mam to on ma. Nawet nie mogę się do niego przytulić. A teraz jest jeszcze zazdrosny. Czuję, że go tracę, a nie chcę tego. - Zaszlochałam, wtulając się bardziej w chłopaka. - Do tego nogi mnie bolą i zaraz chyba zwrócę wszystko, co dzisiaj zjadłam....
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Zerwałam się niczym torpeda do najbliższego śmietnika, po czym nachyliłam się i... no cóż. Wiadomo co. (XD) Wyprostowałam się, gdy skończyłam, odgarniając przy tym włosy do tyłu. Jęknęłam cicho, kucając i chowając głowę między kolanami.
- Chodź. - usłyszałam chichot mojego kolegi. - Zaprowadzę cię do domu.
Ponownie z moich ust wydobył się cichy jęk.
- Okej. - mruknęłam i sięgnęłam do torebki po miętową gumę do żucia. - Ale mógłbyś mi przynieść wody albo coś? Zaschło mi troszkę w ustach....
Nie zdążyłam dokończyć, a wejściowe drzwi trzasnęły. Usiadłam i ściągnęłam buty. Trudno, będę wracać boso, moje stopy nie wytrzymałyby i odpadły. Naprawdę żałowałam, że nałożyłam obcasy. Po chwili u mojego boku pojawił się Niall z butelką wody. Wzięłam ją od niego. Wzięłam łyka, płucząc sobie usta, a później wyplułam wodę do kosza na śmieci. W końcu się napiłam, zwilżając moje zeschnięte usta. Wzięłam jedną gumę i zaczęłam ją spokojnie żuć, aby mój oddech był nieco świeższy. Wyciągnęłam ręce w stronę blondyna, a on je złapał i pomógł mi wstać. Niestety, gdy tylko mnie puścił, ja o mało co nie wylądowałam na ziemi, jednak złapał mnie w porę. Nie mogłam utrzymać się na nogach, więc chłopak wziął mnie na ręce, każąc jedynie trzymać mocno buty, po czym zaniósł mnie do domu. I to wszystko, co zapamiętałam z tamtej imprezy.

środa, 18 lipca 2012

siedem.

szukałam tej piosenki przez calusieńki rok. -,- XD


___________________________
Zarzuciłam torbę na ramię i weszłam do gabinetu dyrektora. Mężczyzna miał około pięćdziesiątki, trochę przygruby, z wąsem, a na nosie miał okrągłe okulary, które ciągle poprawiał. Był ubrany elegancko. Biała koszula, granatowe spodnie, a do kompletu marynarka, która wisiała na oparciu krzesła. Pod szyją miał zawiązany gładki, jasno niebieski krawat.
Na jego twarzy pojawił się uprzejmy uśmiech, gdy tylko mnie zobaczył. Wskazał ręką na krzesło, na przeciwko jego biurka. Usiadłam, to samo zrobił pan McKinley, bo chyba tak miał na nazwisko, skoro to nazwisko było wygrawerowane na tabliczce, która leżała na biurku.
- Dzień dobry. - przywitałam się grzecznie.
- Witam panią, pani.....?
- Heart. Danielle Heart. - powiedziałam. - Jestem nowa.
- Ohm... Tak, tak. Już kojarzę. Więc co cię tu sprowadza? - spytał, po czym podsunął mi pod niemalże sam nos miseczkę z cukierkami. - poczęstuj się.
Wzięłam jednego cukierka i schowałam go do kieszeni. Posłałam mężczyźnie delikatny uśmiech, a on go odwzajemnił.
- Dziękuję. - mruknęłam. - Więc... Pan Argent wysłał mnie tutaj, gdyż nie chciałam mu oddać telefonu.
Dyrektor pokiwał głową, zamyślony gładząc swoje (śmieszne) wąsy.
- A czemu nie chciałaś go oddać? - spytał.
- Cóż... W sumie to nic nim nie robiłam. Dostałam jedynie wiadomość, a nie wyłączyłam dźwięku. Zresztą, telefon był bardzo drogi, a także czekam na ważną wiadomość, więc wolałam go nie oddawać, jednakże pan Argent nie dał mi dojść do głosu i wysłał mnie tutaj. - Powiedziałam jak najbardziej spokojnie. Dyrektor słuchał mnie uważnie, a kiedy już skończyłam, pokiwał tylko głową i wstał.
- Ehhh, jako, że pani jest tu nowa i najwyraźniej nie zapoznała się z regulaminem szkoły, nie zostanie pani ukarana za swoje zachowanie. - powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą. - Jednak nie zostanie ono zapomniane. Będziemy mieć panią na uwadze, bo widzę, że jest pani raczej.... zadziorna. - powiedział, spoglądając na mnie znacząco, a ja tylko się uśmiechnęłam. - Wiec wyjdzie pani tylko z naganą. I zapozna się pani z regulaminem, dobrze? Może pani wracać na lekcję, która skończy się za pięć minut.
Nawet nie czekał na moją odpowiedź, tylko zajął się przeszukiwaniem papierów. Chwyciłam torbę i wyszłam z pokoju, mówiąc oczywiście "Do widzenia".
Wyciągnęłam telefon z torby i otworzyłam tę nieszczęsną wiadomość.

Wybacz, ale po prostu zauważyłem, że mnie nie kojarzysz, więc po prostu pomyślałem, że fajnie byłoby poznać kogoś, kto nie uważa cię za "tego Nialla z One Direction", tylko za normalnego chłopaka. 


Westchnęłam cicho, czytając wiadomość po raz drugi. Trochę było mi głupio, jednak gdy do niego pisałam, byłam nieźle wkurzona.

Ech, dobra, powiedzmy, że Ci wybaczam. :> Tylko teraz przez te głupie zdjęcia cała szkoła, w sensie prawie wszystkie dziewczyny się na mnie gapią. o.O I trafiłam przez Ciebie na dywanik... Zabiję cię, blondasie. XD :D 

Wysłałam i wydostałam plik karteczek ze swoim planem lekcji. Następną miałam geografię, a później francuski, co mnie delikatnie przeraziło, bo w ogóle nie potrafiłam mówić w tym języku. Poszłam pod salę, w której teraz mam lekcję. Poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam komórkę.
 

NIEEE! Jestem za młody, żeby umierać! :C Haha, ale teraz dzięki mnie będziesz słaaaaaawna! ;D Nawet nie wiesz, ile dziewczyn by chciało tobą teraz być. Czemu przeze mnie? Ja nic nie zrobiłem. :< Btw. Dzisiaj z chłopakami robimy imprezę. Dopiero co wróciliśmy z trasy i chcemy to uczcić. Może wpadniesz?

Zmarszczyłam brwi. Serio? O boże, jak on mnie zaczynał denerwować, ale był w pewnym stopniu zabawny i dlatego go polubiłam. 


Serio? Wiesz, że teraz będę miała przejebane? :O :D Co do imprezy... Może wpadnę, może nie. Nadal jestem trochę zła, za te cholerne ploteczki. :D Trafiłam do dyrektora, bo nie wyciszyłam telefonu, a Ty dopiero teraz odpisałeś... *.* Mam nauczkę. Doobra, muszę kończyć, bo mi się lekcja zaczyna. Opowiem Ci, jeśli się jeszcze spotkamy. Geografia... Skaczę z radości. D: 

Wcisnęłam wyślij i wyciszyłam dźwięk.Dzwonek zabrzęczał w tej samej chwili.
Cały dzień w szkole szybko mi zleciał. Ludzie przestali się na mnie tak gapić, jak rano. Poznałam parę osób, jednak nikt nie przypadł mi do gustu. Kiedy wychodziłam ze szkoły podeszła do mnie blondynka z zielonymi oczami. Myślałam, że minie mnie, tak jak reszta uczniów, ona jednak zatrzymała się z szerokim uśmiechem na ustach.
- Cześć. - Przywitała się grzecznie. - Jestem Sylvia.
- No cześć. - mruknęłam, chowając książkę, którą trzymałam w ręce do torby. - Danielle.
- Miło mi. - uśmiech nie schodził z jej twarzy. Nie powiem, był zaraźliwy. - Hmm..... Może wybierzemy się na kawę? Niedaleko jest kawiarnia.
Zagryzłam lekko wargę. Propozycja była dość kusząca, lecz nie wiedziałam, czy się na nią zgodzić. Po chwili zastanowienia pokiwałam głową.
- Okej. Chodźmy. - powiedziałam z uśmiechem.
Ruszyłam przed siebie, jednak po chwili zerknęłam za siebie, sprawdzając, czy  dziewczyna idzie za mną. Ona jednak stała i patrzyła się na mnie z rozbawieniem. Zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Kawiarnia jest tam. - powiedziała i wskazała ręką stronę.
Podeszłam do niej, o czym ruszyłyśmy już w prawidłową stronę. Po drodze dowiedziałam się dosyć dużo o mojej nowej znajomej. Ona pół roku temu była "tą nową" i wie, jakie to trudne być w nowej szkole i nikogo nie znać, dlatego też do mnie podeszła. Poczułam wielką wdzięczność, jednak wolałam tego teraz nie okazywać. Zanotowałam sobie w głowie, że muszę się jej jakoś odwdzięczyć. Ponadto, dziewczyna była z Polski, przeprowadziła się do Londynu, gdyż jej rodzice dostali lepsze propozycje pracy.
- Więc... - zaczęłam, przerywając niezręczną ciszę, która właśnie zapadła między nami. - jakie są twoje ulubione zespoły? - spytałam. Naprawdę mnie to ciekawiło.
Dziewczyna zastanowiła się nad odpowiedzią, co nie zajęło jej nawet minuty i odpowiedziała bez zająknięcia.
- Na pewno Green Day i The Make Believe. - powiedziała, upijając łyk swojej kawy. - No i One Direction. Cholernie się ucieszyłam, kiedy rodzice powiedzieli mi o przeprowadzce, bo wtedy nadarzyła się okazja, żeby ich poznać. Jednak na razie nie miałam jeszcze tej przyjemności.
W mojej głowie zapaliła się zielona lampka. Jednak aby zrealizować ten plan, musiałam się spytać o pozwolenie.
- Hah... - mruknęłam w zamyśleniu. - To dużo się od siebie nie różnimy. Tyle, że ja nie słucham tych chłopaczków. - uśmiech pojawił się na mojej twarzy. - Echm, wybacz, muszę do toalety.
Powiedziałam, wstając. Wzięłam swoją torbę i poszłam do damskiej toalety. Wyciągnęłam komórkę po dość długich poszukiwaniach. Wzięłam głębszy oddech. Znalazłam w kontaktach imię mojego nowego znajomego i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie musiałam długo czekać.
- Halo? - Usłyszałam ten specyficzny akcent i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Cześć, blondasie. - przywitałam się. - Czy zaproszenie na dzisiejszą imprezę nadal jest aktualne? - spytałam ostrożnie.
- Jasne. - powiedział po chwili milczenia, jednak słychać było, że się ucieszył. - prześlę Ci adres SMS-em.
- A... mogę przyjść z koleżanką? Bo w sumie nie będę nikogo znać. - Powiedziałam, zaciskając kciuki.
- Jaasne, przychodź z kim chcesz. - Odpowiedział wesoło. - Dobra, ja muszę kończyć, bo zaraz zaczynamy wywiad. Pewnie będą pytać o moją nową miłość. - zachichotał, po czym się pożegnał. - Pa, kocie.
Wywróciłam oczami, chowając telefon z powrotem do torby i wróciłam do mojej znajomej.
- Wybacz, ale jeszcze musiałam wykonać ważny telefon. - Spojrzałam na nią tajemniczo z uśmiechem na ustach. - Co robisz dzisiaj wieczorem?
- W sumie nic. - Tym pytaniem zbiłam ją z tropu. - A czemu pytasz?
- Mój znajomy robi imprezę. A ty - wepchnęłam sobie trochę lodów do buzi i wskazałam na blondynkę łyżeczką. - idziesz ze mną, moja droga.
Jej oczy zabłysły, a na twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech niz przedtem. Aż się zdziwiłam, ze to było możliwe.
- Okej. To o 18 u mnie. Co prawda wszystko zaczyna się o 19, ale wiesz. Trzeba się przygotować. - Powiedziałam, uśmiechając się zawadiacko. Zerknęłam na zegarek. - Masz dwie godziny, wyrobisz się, no nie? Dobra, muszę spadać.
Położyłam pieniądze na stół i wyszłam z kawiarni, żegnając się wcześniej z koleżanką. Humor mi się niezwykle poprawił, więc niemalże w podskokach doszłam do domu. Musiałam jeszcze posprzątać pokój i odrobić lekcje, mimo, że jutrzejszy dzień był wolny z okazji Dnia Nauczyciela, jednak miałam przeczucie, że nie będę w stanie odrobić jutro lekcji.


_____________
męczyłam się nad tym rozdziałem strasznie. :O i mi się za bardzo nie podoba, ale trudno. następny powinien być lepszy. :D

sobota, 14 lipca 2012

sześć.

"Hollywood whore
Passed out on the floor
I'm sorry but the party's over"

Odszukałam telefon, który od pięciu minut grał refren piosenki Papa Roach, którą kiedyś uwielbiałam. Zmieniło się to po pewnym czasie, kiedy popełniłam podstawowy błąd i ustawiłam ją sobie jako budzik. Wyłączyłam denerwujący dźwięk, zerkając przy tym na zegarek. Było pięć po szóstej. Wygramoliłam się z łóżka, wsunęłam na stopy kapcie w króliczki, a na ramiona nasunęłam puchowy szlafrok, koloru niebieskiego. Podeszłam do szafy, zagryzając lekko wargi. Dzisiaj pierwszy dzień w nowej szkole, do tego jest początek semestru, ale jestem w drugiej klasie, więc będę postrzegana jako "ta nowa", co nie za bardzo mi się uśmiechało. Jako, że według mnie, wszyscy będą spoglądać na mnie z politowaniem, musiałam się jakoś ładnie ubrać. W końcu wybrałam czerwone rurki i conversy tego samego koloru, a do tego luźną białą bluzkę na krótki rękawek z napisem "Bite Me" i podobizną kłów. Wampiry były tandetne i dawno wyszły już z mody, jednak ja byłam w nich wręcz zakochana. Nic na to nie poradziłam. Skierowałam się do toalety, wzięłam szybki prysznic i umyłam starannie zęby oraz twarz. Kiedy się ubrałam, a włosy uczesałam i pozwoliłam im opaść swobodnie na plecy, nałożyłam naprawdę delikatny makijaż. Wyszłam z łazienki, spoglądając na zegarek. Miałam jeszcze godzinę. Otworzyłam laptopa i weszłam na twittera.

Pierwszy dzień w nowej szkole. :O Może nie będzie aż tak źle. xx. 

Dodałam tweeta. Zaczęłam przeglądać jakieś portale, aż w końcu jeden artykuł przykuł moją uwagę. A właściwie to imię, które mi się skojarzyło. Nagłówek brzmiał tak : "Niall Horan, jeden z pięciu członków  boy bandu One Direction został wczoraj złapany na spotkaniu z tajemniczą dziewczyną. Czy to jego nowa miłość?!". Niall.... Nie, to nie mógł być on. Chociaż.... Szybko kliknęłam w nagłówek i ukazał mi się cały artykuł. Było w nim mnóstwo zdjęć blondasa z jakąś dziewczyną. Dopiero po pięciu minutach zorientowałam się, że to mój nowy znajomy i ... ja.

Niall Horan (18l.) był wczoraj widziany z nieznajomą dziewczyną na ulicach Londynu. Wyraźnie między nimi iskrzyło. Zakochana para spacerowała ulicami Londynu przez prawie cały dzień. Śmiali się i wygłupiali, widać, że cieszyli się swoim towarzystwem. Czy coś z tego będzie? Czy członek One Direction w końcu znalazł prawdziwą miłość? Cóż, dowiemy się w swoim czasie.

Siedziałam przez parę minut z rozdziawioną buzią. Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam.
- Co kurwa? - mruknęłam do siebie i od razu rzuciłam się w stronę telefonu. Nie było żadnych wiadomości. Ani od Matta, ani od Hayley. Zagryzłam lekko wargi.

Widziałeś, co piszę O NAS w tabloidach? Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś pieprzoną gwiazdką?

Byłam wkurzona. I to nieźle. Wiedziałam już, skąd nagle tyle hejtów się pojawiło w moją stronę na twitterze. Miałam jednak nadzieję, że w szkole nikt nie rozpozna mojej twarzy, chociaż trudno będzie jej nie rozpoznać, skoro było dużo zbliżeń. Niestety.
Wystukałam tak dobrze znany mi numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Po paru sygnałach usłyszałam jego głos.
- Halo? - spytał z tą charakterystyczną chrypką Matt. Tak bardzo brakowało mi dźwięku jego głosu. - Po co dzwonisz? Przecież masz już nowego chłopaka.
Zamurowało mnie.
- Co proszę? - powiedziałam po chwili. - Jaja sobie robisz, stary?! Jakiego NOWEGO chłopaka? - specjalnie zrobiłam nacisk na przedostatnie słowo.
- No co się tak dziwisz? - słyszałam, że jest wkurzony. - Trzeba było się tak nie afiszować nowym związkiem.
Parsknęłam śmiechem.
- No chyba cię pojebało. Nowym związkiem? Mnie z tym chłopakiem nic nie łączy. Nawet o dobrze nie znam. Oddał mi wczoraj telefon, bo go zgubiłam.
Mój chłopak nic nie odpowiedział. Tylko głucha cisza.
- Nie mogę uwierzyć, że jesteś zazdrosny! - pisnęłam do aparatu i zaśmiałam się cicho. - Kocham cię, idioto. Niall czy jak mu tam jest tylko i jedynie znajomym. I pewnie się z nim więcej nie spotkam.
- To... to dobrze. - powiedział z ulgą w głosie. - Tęsknię za tobą i zaczynam świrować.
Westchnęłam cicho. Tak bardzo chciałam go teraz przytulić.
- Wiem. Ja też za tobą tęsknię, ale niedługo się zobaczymy, obiecuję.
- DANIELLE! ŚNIADANIE! - usłyszałam krzyk ojca. Zdusiłam w sobie westchnienie.
- Skarbie muszę kończyć. Kocham cię, pa. - powiedziałam i rozłączyłam się. Telefon wpakowałam do kieszeni.
Zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni jak rakieta. Spojrzałam na zegarek. Miałam jakieś pół godziny, a było to bardzo mało, bo jeszcze musiałam iść po plan zajęć i książki. Chwyciłam tylko tosta, który leżał na talerzu i szybko go ugryzłam, po czym popiłam szklanką soku pomarańczowego. Wróciłam do pokoju, wzięłam tylko torbę i wybiegłam z domu. Na szczęście tata też wychodził i mnie podwiózł.
Wysiadłam z bmw mojego ojca i stanęłam przed wielkim, murowanym  budynkiem. Zawiesiłam torbę na ramieniu, pożegnałam się z moim "szoferem" i ruszyłam przed siebie. Sekretariat znalazłam dość szybko. Znajdował się na parterze, a na suficie wisiała wielka tabliczka ze strzałką. Zapukałam cicho i weszłam do środka gdy usłyszałam pozwolenie.
Pomieszczenie było dość duże, na ścianach położone kawowe tapety, szara wykładzina na podłodze była pomięta przez tysiące butów przechodzących po niej. Na przeciwko drzwi stało wielkie biurko, za którym siedziała kobieta po czterdziestce z farbowanymi na platynowy blond włosami i sztuczną opalenizną. Kiedy mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Witam, w czym mogę pomóc? - spytała uprzejmym tonem, spoglądając w moją stronę.
- Dzień dobry. - Powiedziałam. - Nazywam się Danielle Heart i jestem tu nowa. Przyszłam po plan zajęć.
- Ach tak. - Kobieta pokiwała głową i zaczęła przebierać w stertach papierów. Po pięciu minutach wyciągnęła plik kartek i mi go podała. Zerknęłam na niego. Pierwszą lekcją była matematyka w sali numer 130. Westchnęłam cicho. Po chwili kobieta wręczyła mi książki i mundurek
- Powodzenia. - pożegnała się, kiedy wychodziłam z gabinetu.
"Będzie mi potrzebne" pomyślałam, jednak nie wyjawiłam tego światu. Idąc tak z plikiem kartek, mijałam uczniów. Czasem niektórzy coś szeptali, inni się śmiali. Skierowałam się do toalety, szybko przebrałam w białą bluzkę polo, na to nałożyłam granatowy sweter z emblematem szkoły oraz plisowaną spódniczkę do kolan. Jedynym elementem, który mogłam zostawić i które w ogóle nie pasowały były buty. Cóż, musiałam przeżyć jeden dzień w czerwonych conversach. Szybko skierowałam się do sali 130. Weszłam trochę po dzwonku i nauczyciel przedstawił mnie klasie, po czym wskazał moje miejsce obok pryszczatego chłopaka z totalnie niezadbanymi włosami, które odstawały na wszystkie strony. Chyba miało to wyglądać na artystyczny nieład, albo chłopak chciał się upodobnić do Roberta Pattinsona, ale chyba coś mu nie wyszło.
- Hej ty, Danielle. - usłyszałam, jak mój sąsiad mnie woła. Kiedy na niego spojrzałam uśmiechnął się do mnie zadziornie, na co ja tylko uniosłam jedną brew. - Jestem Eliott. Eliott Brown, dla jasności.
- Miło mi. - mruknęłam, spoglądając na nauczyciela, który właśnie rozpoczął prowadzić lekcję. Eliott próbował parę razy do mnie zagadać, ale delikatnie dawałam mu do zrozumienia, że wolę słuchać nauczyciela.
Nagle w połowie lekcji rozległ się przeraźliwy krzyk, aż wszyscy podskoczyli, a później usłyszeć można było dźwięki gitar. Nagle poleciała cała piosenka.
http://www.youtube.com/watch?v=Hg7lIkZdTPk (chodzi mi o nią. :D)
Cholera. To był mój telefon. Zaczęłam klepać się po udach, jednak nie miałam kieszeni. Rzuciłam się do torby. Kiedy znalazłam komórkę, zaczynała się druga zwrotka piosenki. Cała czerwona wyciszyłam telefon. Przelotnie zauważyłam, że dostałam SMS-a od Nialla. Pięknie.
- Ehm.... Przepraszam bardzo. - mruknęłam, rumieniąc się jeszcze bardziej. Cała cholerna klasa patrzyła się na mnie, jakbym właśnie zabiła ich rodzinę, albo przynajmniej narzygała na środek klasy.
- Oddaj mi telefon. - Powiedział nauczyciel, wyciągając rękę w moją stronę. Zamurowało mnie.
- Przepraszam, ale nie. - mruknęłam, chowając telefon do torby.
- Oddawaj mi go, młoda panno, albo pójdziesz do dyrektora.
- Przepraszam bardzo, ale jest to mój telefon, moja własność. Nie oddam go panu, przykro mi. - powiedziałam, podnosząc dumnie głowę i wypinając pierś.
- W takim razie, proszę do dyrektora. - powiedział mężczyzna. - Adam, zaprowadź pannę nie-wykonuję-poleceń-nauczyciela do pana McKinley. - skierował swoja prośbę do wysokiego bruneta z przekłutym uchem i włosami postawionymi na żel.
Chłopak wstał i wskazał mi ręką, żebym szła za nim. Chwyciłam torbę, po czym wyszłam z sali, nawet nie mówiąc "do widzenia".Westchnęłam cicho, podążając za chłopakiem. Nie ma co, dobrze zaczęłam szkołę.


______________________________
Ogólnie, pisałam ten rozdział parę godzin, że trzy chyba, i nie jestem z niego zadowolona. *.* No, nevermind. :D
Rozdział dla Staśka, która nawet go nie czyta, ale co tam. W końcu ma dzisiaj urodziny.:3
Pozdrawiam S,S,J(żonoXD),W i M. i kurde, udanego obozu. ;3 I kurde żebyście tańczyli po nim jeszcze lepiej niż dotychczas. XD :D Lofki soł macz.  :3 Widzimy się 27 przez pięć minut, haha. :3

środa, 11 lipca 2012

pięć.

Haha, ten rozdział pisany był na paragonie, kawałku kartki, starej legitymacji (XDD) i papierowym talerzu. Widać, że muszę brać zawsze ze sobą jakiś zeszyt... :D

________________________________

Kiedy wróciłam do domu, poczułam charakterystyczny zapach smażonych naleśników. Rzuciłam więc torbę i poszłam do kuchni, sprawdzić, czy coś jeszcze zostało. Było miłą niespodzianką widzieć ojca w fartuchu, który właśnie kładł talerz z naleśnikami na stole.
- Cześć tato. - Przywitałam się grzecznie, dając mu buziaka w policzek i usiadłam na krześle.
- Cześć, skarbie. - Odpowiedział, całując mnie w czoło. Poczułam wtedy zapach jego wody kolońskiej, którą tak bardzo uwielbiałam. Dobrze mi się kojarzyła.
- Gdzie byłaś? - spytał, widząc, że mam na sobie buty.
- Zwiedzałam okolicę. - wzruszyłam ramionami.
Opowiedziałam mu o mojej wycieczce i wrażeniach. Oczywiście pominęłam spotkanie z Li...Le... Jak on się nazywał? Westchnęłam w duchu. Nigdy nie miałam pamięci do nazwisk.
- Cieszę się, że ci się tutaj podoba. - powiedział, ponownie całując mnie w czoło. Wiedziałam, że miał wyrzuty sumienia odnośnie tego, iż nie porozumiał się ze mną w sprawie przeprowadzki, ale widziałam, że stara się mi to wynagrodzić. 
Nałożyłam na talerz naleśnika i pokryłam go nutellą, po czym zawinęłam. W tej samej chwili do pomieszczenia weszła Serena i przywitała się z ojcem bardzo namiętnie. Nie chciałam na to patrzeć, wciąż trudno mi było poradzić sobie z myślą, że ta paniusia zajęła miejsce mamy. Wpakowałam sobie naleśnika do ust. Kiedy skończyłam śniadanie, posprzątałam po sobie, po czym ruszyłam do pokoju.  Gdy już zawartość większości pudeł miało już swoje miejsce, chwyciłam laptopa, który cierpliwie czekał na biurku. Włączyłam go i czekając, az się załaduje zeszłam do kuchni. Wzięłam paczkę chipsów, a także colę. Wróciłam do pokoju, zamykając za sobą drzwi nogą. Rozłożyłam się wygodnie na łóżku. Hayley była dostępna na Skype, więc do niej zadzwoniłam. Nie musiałam dużo czekać. Odebrała od razu.
- DANIELLE!- wrzasnęła na powitanie, czym wywołała u mnie atak śmiechu.
- HAYLEY! - odkrzyknęłam, dalej się śmiejąc.
Kiedy już się trochę uspokoiłam, uśmiechnęłam się lekko do dziewczyny, która szczerzyła się jak głupia do kamerki.
- Co u Ciebie? Jak tam Matt? - spytałam.
- Emm, dobrze, całkiem. Matt tęskni za tobą. Zresztą, ja też. - powiedziała, a ja westchnęłam cicho.
- Też za wami tęsknię. - odpowiedziałam.
Przez następne piętnaście minut rozmawiałyśmy głownie o moim nowym domu, planowałyśmy wakacje. Hayley miała przyjechać do mnie na dwa tygodnie, a później ja do niej. Później rozmowa zmieniła się w ploteczki. Dowiedziałam się, że między innymi, że jest planowany konkurs Miss w naszym małym miasteczku i startuje trzykrotna Miss, Caroline. Typowa dziunia, chamska, zarozumiała. Nigdy mnie nie lubiła, zresztą ze wzajemnością. Kiedyś niechcący ją szturchnęłam, a ona wylała na mnie jogurt, więc ja jej oddałam, tyle że na jej ślicznej koszulce wylądowało ciasto z kremem. Od tamtego czasu stałam się jej celem numer jeden.
- Ej, w ogóle, to czemu nie odbierasz telefonu?  Nie odpisujesz na SMS-y? - spytała Hayley, a ja zamarłam.
Rzuciłam się jak poparzona do torby. Przetrząsnęłam ją całą, ale nie mogłam znaleźć komórki. Przeszukałam cały dom i nic. W końcu przypomniałam sobie o porannym incydencie.
- Cholera. - mruknęłam pod nosem. - Muszę kończyć. Pa.
Rozłączyłam się z przyjaciółką i od razu pobiegłam po domowy. Chwyciłam słuchawkę i zadzwoniłam na swój numer. Nikt nie odbierał, jednak ja wciąż dzwoniłam.
- Halo? - usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki, dopiero po piątym razie.
- Cześć. - odezwałam się po chwili. - Kto mówi?
- Harry. Chociaż to ja powinienem się spytać ciebie.
Westchnęłam cicho.
- Masz mój telefon. Kojarzysz? Dzisiaj wpadłam na twojego kolegę. Wyglądałam jak on. W sensie z ubrania. - powiedziałam, plącząc się we własnych słowach. - Danielle.
- Ach, tak, tak. Kojarzę.
- Kiedy mogę odebrać telefon? - spytałam, nie owijając w bawełnę. Chciałam mieć już go przy sobie.
Harry się zawahał.
- O 19, MilkShake City. - powiedział przyjaznym głosem. -  Do zobaczenia. - rozłączył się.
Zmarszczyłam brwi. Nawet nie wiedziałam gdzie to jest. Zerknęłam na zegarek. Była dopiero piętnasta. Miałam więc dużo czasu. Weszłam na twittera, potem na facebook'a. Nic ciekawego się nie działo. Oprócz tego, że nagle przybyło mi dużo obserwujących na twitterze i posypały się hejty skierowane do mojej osoby. Nie wiedziałam o co chodzi, więc po prostu to olałam. Sprawdziłam, jak dojechać do MilkShake City i zerknęłam na zegarek. Dochodziła już szesnasta, więc wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w krótkie spodenki, luźną bluzkę i trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone.Chwyciłam torebkę, do której wpakowałam klucze i tak dalej. Tuż przed samym wyjściem poprawiłam włosy, a usta pociągnęłam malinowym błyszczykiem, który po chwili wylądował w mojej torbie. Wyszłam z domu, ogłaszając domownikom, iż wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.
Do umówionego miejsca dotarłam bez żadnego problemu, więc byłam trochę przed czasem. Weszłam do pomieszczenia, siadając przy jednym ze stolików. z nudów zaczęłam wpatrywać się w swoje ręce, które nagle zrobiły się takie interesujące.
- Hej. - usłyszałam czyjś głos i podskoczyłam na krześle. Złapałam się odruchowo za serce, a do moich uszu dobiegł śmiech, który już kiedyś słyszałam.
Zadarłam głowę, a nade mną stał ten blondyn, przyjaciel mojego klona. Uśmiechał się przyjaźnie i wpatrywał we mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć. - powiedział, siadając na przeciwko mnie. Moja brew lekko się uniosła. Chłopak musiał zauważyć malujące się na mojej twarzy pytanie.
- Tylko ja mogłem przyjść i przynieść ci twój telefon. - powiedział i wyciągnął z kieszeni moją komórkę.
Wzięłam ją i odblokowałam. Miałam dziesięć wiadomości od Matta, piętnaście od Hayley i cztery nagrania na sekretarkę. Westchnęłam cicho, chowając telefon. Zerknęłam na mojego towarzysza.
- Dzięki. - powiedziałam, posyłając mu szeroki uśmiech, który natychmiast odwzajemnił. Był taki.. radosny, beztroski.
- Nie ma za co. - odpowiedział, a jego usta rozjechały się jeszcze bardziej, jakby to było w ogóle możliwe. - Hmm... może masz ochotę na Shake'a?
- Chętnie. - powiedziałam i zaczęłam szukać portfela w torbie, jednak chłopak mi przerwał.
- Ja zapłacę. Mój jakiego chcesz.
- Ależ nie, ja zapłacę. - powiedziałam, jednak widząc jego minę mówiącą "ze mną nie wygrasz" westchnęłam cicho. - waniliowy.
- Okej. - rozpromienił się i wstał. Po paru minutach wrócił z dwoma shake'ami w ręku. Jeden podał mi, a ja uśmiechnęłam się tylko.
Nastała niezręczna cisza, którą blondyn szybko przerwał.
- Hmm... muszę powiedzieć, że nie wyglądasz, jakbyś była stąd. - powiedział.
- Masz rację, nie jestem stąd. - Powiedziałam, śmiejąc się pod nosem. - I najchętniej nigdy bym się tutaj nie przeprowadziła.
- Więc czemu się tu przeniosłaś? - wyglądał na zaintrygowanego.
Westchnęłam cicho, opowiadając mu całą historię mojej przeprowadzki. Chłopak chciał wiedzieć coraz więcej, więc zadawał mi więcej pytań, na które odpowiadałam, nawet nie zie wahając. Lekko mnie to przeraziło, bo przed nikim jeszcze się tak bardzo nie otworzyłam, jak przed nim, mimo, że dopiero teraz się poznaliśmy. Niebieskooki także opowiedział mi parę historii ze swojego życia.
Po godzinie, kiedy skończyły nam się już pytania, zerknęłam na zegarek. Nie było aż tak późno, jak się spodziewałam, jednak byłam bardzo zmęczona.
- Ehm... - mruknęłam, kiedy wychodziliśmy z pomieszczenia. - Dziękuję.
Trudno mi było rozmawiać o uczuciach i tym podobne, ale kiedy wygadałam się temu chłopakowi, po prostu zrobiło mi się lżej na duchu. Przez te pół roku nikomu nie powiedziałam, jak się czułam. Jaka byłam samotna, jak bardzo cierpiałam przez nowy związek ojca. Mimo, że tego nie pokazywałam, bardzo to przeżywałam.
- Nie ma sprawy. - powiedział chłopak, spoglądając na mnie z uśmiechem. - Może... może kiedyś to powtórzymy?
- Hmmm, jasne, czemu nie. - zgodziłam się, a moje wargi uniosły się delikatnie ku górze.
- To daj telefon, wpiszę ci mój numer. - powiedział, podając mi swoją komórkę. Szybko wpisałam ciąg liczb i podałam chłopakowi urządzenie. On w te samej chwili oddał mi moją wcześniejszą zgubę. Zerknęłam na nazwę. Nazywał się Niall. No tak. Przez cały czas, nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia, a wstyd mi było zapytać. Zrobiłam jeszcze chłopakowi zdjęcie, po czym pożegnałam się z nim i wróciłam do domu taksówką. W połowie drogi napisałam SMS-a do Matta :

Przepraszam kochanie, że się nie odzywałam, ale zgubiłam telefon i nawet tego nie zauważyłam. teraz już go odzyskałam. Kocham Cię, Danielle. ;3 

Wcisnęłam wyślij. Po paru minutach poczułam wibracje. Dostałam wiadomość. Byłam pewna, że napisał Matt, jednak zawiodłam się. Chociaż, był to nawet dobry zawód.

Dzięki za dzisiaj. Mam nadzieję, że nie przestraszyłem Cię tymi swoimi pytaniami. Ciekawość to moja jedna z wielu wad. ;D - Niall. 

Zaśmiałam się cicho i od razu odpisałam :

Haha, nie przestraszyłeś mnie. ;) Dzięki za shake'a i za to, że mogłam Ci się wygadać. Dawno z nikim tak nie gadałam. Dziękuję, Danielle. 
P.s. - świetnie się bawiłam dzisiaj. ;D kiedy powtórka? ;D 

Wyślij. Na odpowiedź nie musiałam czekać długo.

Nie ma za co. Możesz na mnie liczyć. :P Nialler. 
P.S. Może jutro? Oprowadzę cię po Londynie. Może z chłopakami? :D Louis chce bardziej poznać swoją podróbkę, haha. 

Odpisałam, że bardzo się cieszę i że chętnie się z nimi jutro spotkam, a także poznam moją marną męską wersję. Kiedy weszłam do domu po prostu padłam na twarz. Napisałam tylko Niallowi dobranoc i niemalże od razu zasnęłam, mimo, że jeszcze przez parę minut zastanawiałam się, czemu mój chłopak nie odpisał. Może się obraził. Albo ja popadam w paranoję.    

poniedziałek, 9 lipca 2012

cztery.

Od razu dedyk dla Samanty, joł. Lofczi, kurde. Cieszę się, że spodobał Ci się ten blog, mimo, że się dopiero zaczął. XDDDDDD Lofki. ;3

_______

Zerknęłam po raz ostatni na ten uroczy, niewielki domek, pomalowany białą farbą. Ogródek przed budynkiem był pusty, ale zadbany. W ziemię była wbita tabliczka, informująca, że dom jest na sprzedaż. Dziwnie mi było na to patrzeć i wyobrazić sobie kogoś innego w tym domu. Inną rodzinę, może szczęśliwą, może nie. Miałam jedynie nadzieję, że rodzina, która będzie miała szczęście zamieszkać w tym wspaniałym domu, będzie potrafiła o niego zadbać jak należy. Zapięłam pasy, zagryzając wargi. Cały obraz nagle się rozmazał, a to wszystko przez łzy, które zebrały się w moich oczach. Szybko mrugnęłam, dając łzom spokojnie spłynąć po moich policzkach i lekko mnie łaskocząc. Nigdy nie lubiłam okazywać słabości, nienawidziłam płakać przy kimś, jednak dzisiaj pozwoliłam, aby wszyscy moi znajomi, ojciec, jego dziewczyna, a także kierowca ciężarówki ujrzeli przeźroczysty płyn, spływający z moich oczu. Zerknęłam przez okno na Hayley. Była cała zalana łzami, jej twarz lekko napuchnięta, wtulała się w pierś Matta, który świdrował mnie swoim smutnym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego lekko przez łzy. W tym samym momencie samochód ruszył, a ja zostawiłam za sobą całe swoje życie i rozpoczęłam zupełnie nowy rozdział.

Parę godzin później.

Weszłam do wielkiego pokoju z kawowo-beżowymi ścianami i dwuosobowym łóżkiem. Rozejrzałam się dookoła, już rozplanowując sobie w głowie, gdzie co będzie wisieć i jak będzie wyglądać mój nowy pokój. Westchnęłam cicho, rzucając w kąt torbę i od razu skierowałam się do wyjścia. Rozpakowaliśmy ciężarówkę w cztery godziny. Cały salon był teraz zagracony kartonami, siatami i tak dalej. Pozanosiłam wszystkie kartony z moim imieniem do pokoju. Wzięłam walizkę, gdzie miałam popakowane niektóre ciuchy. Znalazłam piżamę i kosmetyczkę oraz ręcznik, po czym poszłam się odświeżyć. Gdy już wykonałam wszystkie czynności położyłam się do nowego łóżka. Było ono zadziwiająco wygodne, więc gdy tylko położyłam głowę na poduszce, od razu zasnęłam.

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Czułam się, jakbym miała potężnego kaca, mimo, że wcale nie szalałam ostatniej nocy na imprezie. Kiedy tylko przetarłam oczy, przez moment nie wiedziałam, gdzie jestem, lecz po chwili przypomniałam sobie o przeprowadzce. Westchnęłam cicho, zwlekając się z łóżka. Była szósta rano, więc miałam jeszcze trochę czasu, aż tata wstanie, więc wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w czerwone rurki, białą bluzkę w granatowe cienkie paski i czerwone vansy, po czym wyszłam, nawet nie nakładając makijażu. Chodziłam po okolicy, w której mieszkałam i po paru metrach stwierdziłam, że muszą mieszkać tutaj naprawdę dziane osoby. Wille z basenami, na niektórych podjazdach stały kabriolety i tym podobne. No, jednym słowem zapierało dech w piersiach. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, czując przyjemne wibracje na udzie, informujące mnie o wiadomości. Odblokowałam telefon, jednak nie zdążyłam nawet wejść w wiadomość, kiedy poczułam, jak ktoś wpada na mnie z impetem. Oczywiście, ja odbiłam się od tej osoby, upadając na ziemię. Telefon wypadł mi z ręki, przez co rozwalił się na trzy kawałki, kiedy tylko uderzył o ziemię. Głośno zaklęłam i zaczęłam sięgać po telefon, kiedy ktoś mnie uprzedził, o czym ktoś podał mi rękę z chęcią pomocy.
-         Wybacz. – usłyszałam, spoglądając na chłopaka, który wyglądał na zmieszanego. – Nie zauważyłem cię.
Usłyszałam śmiech czterech innych chłopaków, którzy byli razem z tym chłoptasiem. Nie skorzystałam z pomocy i sama wstałam.
-         Mhm, nie ma za co, naprawdę, ale powiedz mi, jak można mnie nie zauważyć? JESTEM ELFEM?! KRASNOLUDKIEM?! – wrzasnęłam, lecz po chwili się uspokoiłam i zwróciłam się do pozostałych chłopaków. – Serio. Śmieszne. Boki zrywać.
-         Emm.... Przepraszamy. – mruknął blondyn, spuszczając głowę w dół. Mogłabym się założyć, że widziałam, jak się rumieni.
-         Nie ma za co. – mruknęłam, wzdychając cicho. Poczułam się głupio, że tak się na nich wydarłam. – To ja przepraszam. Nie powinnam się wydzierać jak idiotka. Pewnie myślicie, że jestem jakaś psychiczna. – Westchnęłam cicho.
-         Nic nie szkodzi. – powiedział mulat. – To naprawdę, nic się nie stało. Serio.
Westchnęłam cicho. I tak było mi głupio.
-         Jestem Louis. – Powiedział chłopak, który na mnie wpadł.
-         Danielle. – Odpowiedziałam z uroczym uśmieszkiem na twarzy. Louis wyglądał na sympatycznego. Zresztą, tak jak reszta chłopaków.
-         Ja jestem Niall – powiedział blondyn. – To jest Zayn, Harry i Liam. – po kolei wskazał na mulata, chłopaka w loczkach i ostatniego, który wydawał się najbardziej rozsądnym chłopakiem.
-         Miło mi. – posłałam im najlepszy uśmiech, jaki miałam w zanadrzu.
Do moich uszu dobiegł śmiech blondyna, który trzymał się za brzuch, jakby nie mógł się powstrzymać. Wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę, włącznie ze mną.
-         O co Ci chodzi, Niall? – spytał mulat.
-         O nic. Po prostu Danielle wygląda tak samo jak Lou. – Powiedział pomiędzy spazmami śmiechu.
Zlustrowałam Louisa wzrokiem. Faktycznie. Miał czerwone rurki i białą koszulkę w paski. Jedynie buty miał inne. Mój klon także ocenił mój strój, po czym razem wybuchliśmy przygłupim śmiechem.
-         Więc, Danielle. – Rozpoczął Louis po chwili. – Może na przeprosiny dałabyś się zaprosić na kawę? Albo coś.
-         Kuszące, ale przykro mi, nie mogę.  Muszę się rozpakować. – Powiedziałam, po czym pomachałam chłopakom i skierowałam się w stronę domu.