czwartek, 18 października 2012

jedenaście, part II

Rozdział jedenasty miał być dodany w jednej części, tak jak już pisałam w poprzedniej notce, jednak podzieliłam je na dwie. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. 
Dzisiaj powinien być dłuższy rozdział, od razu mówię, że zmienię perspektywę, ale zrobię to tylko raz, żeby nie było, że nic się tu nie dzieje.
Ogólnie, nie wiem, czy pisać tego bloga, bo nikt nie komentuje.
Ale na razie będę człowiek skurwiel i za 10 komentarzy  nowy rozdział. <ok> Ale proszę bez spamu.I to tylko od jednej osoby 1 komentarz. HA! ;D
<3 

_________________

Danielle: 

 Westchnęłam cicho, otwierając zaspana oczy. Przetarłam je dłonią i wtuliłam się w Matta.
- Dzień dobry, śpiochu. - usłyszałam cichutki pomruk w moich włosach.
- Dzień dobry. - mruknęłam i przeciągnęłam się .
- Jak się spało?
- Ach, bardzo przyjemnie. - Odpowiedziałam, spoglądając chłopakowi w oczy. Złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. - A panu, jak się spało?
- A nie najgorzej, jednak trochę pani chrapała.
- Ej! - trzepnęłam go leciutko w ramię. - Ja nie chrapię, odczep się!
- Nie, w ogóle. - Zaśmiał się cicho, a ja westchnęłam tylko i ponownie wtuliłam w jego tors.
Poczułam delikatnie klepnięcie w tyłek.
- No, wstawaj mała, muszę posprzątać. A ty mi, mam nadzieję, w tym pomożesz. - wstał i zwinnym ruchem nałożył bokserki.
- Nieeeee. - opadłam na łóżko i jęknęłam. - Wszystko zepsułeś, ty chamie!
- Co masz na myśli?
- No.... Inaczej miało być. - westchnęłam, przewracając się na brzuch. - Miało być tak, że zostawiasz mnie tutaj i idziesz zrobić mi śniadanie, po czym przynosisz mi je do łóżka i karmisz, a potem musielibyśmy spalić nabyte kalorie. - Poruszyłam zabawnie brwiami.
Matt zaśmiał się, całując mnie w czoło.
-  Potem możemy spalić kalorie, nawet bez ich nabywania, skarbie. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Zmarszczyłam brwi i pokręciłam głową. Zwlekłam się z łóżka i szybko narzuciłam na siebie koszulkę Matta, którą miał na sobie poprzedniego dnia. Pachniała jego perfumami. Zbiegłam cicho po schodach, a kiedy weszłam do kuchni, zastałam mojego chłopaka z telefonem przy uchu. Uśmiechał się tak, jak uśmiechał się do mnie na początku naszej znajomości, a w brązowych oczach widoczne były iskierki. Zakuło mnie w sercu. Kiedy chłopak mnie zauważył, szybko się rozłączył,nawet się nie żegnając z rozmówcą.
- Kto dzwonił? - spytałam bez zastanowienia.
- Czy to ważne? - oschłość w jego głosie aż mnie zraniła. - Idę sprzątać.
Wzruszyłam lekko ramionami, lecz nadal w lekkim szoku podeszłam do szafki, z której wyjęłam dwie miseczki, płatki czekoladowe i łyżki. W lodówce znalazłam mleko. Płatki zalałam mlekiem, po czym wstawiłam je do mikrofalówki. W tej kuchni czułam się jak u siebie. W końcu tyle razy nocowałam u mojego chłopaka, że aż w końcu jego dom stał się praktycznie moim drugim domem i na odwrót.
Pik, pik, pik. Podskoczyłam na krześle. Cholerna mikrofalówka. Śniadanie postawiłam na stole.
- Matt, śniadanie! - wydarłam się na całe gardło, a kiedy chłopak przyszedł, zajęliśmy się jedzeniem.
Po paru minutach stałam przy zlewie i zmywałam po skromnym śniadaniu, a kiedy już skończyłam poszłam pomóc Mattowi. Nie obyło się oczywiście beż wygłupów. Brakowało mi tych chwil w Londynie. Coraz mnie bardziej zaczynałam żałować, że się tam przeprowadziłam.
- Skarbie... - zaczęłam, kiedy usiedliśmy przed telewizorem.
- Hmm? - jego twarz odwróciła się w moją stronę, jednak wzrok miał wciąż wbity w telewizor.
- Kiedy byłam w Londynie, w ogóle nie rozmawialiśmy. Ciągle mnie zbywałeś, a jak już udało mi się ciebie złapać, to byłeś... nieprzyjemny. Czemu? - spytałam, a oczy chłopaka momentalnie skierowały się na mnie.
- Nie miałem czasu kotku. Drużyna, szkoła... Wszystko się tak nagle nasiliło w tym roku, że to aż boli. Totalny brak czasu, no i nie ukrywam, że byłem też troszkę zazdrosny o tych pedałków.
- Matt! - walnęłam go w ramię. - To są moi przyjaciele! Nie nazywaj ich tak. Przynajmniej nie w moim towarzystwie.
Chłopak tylko zaśmiał się głośno.
- Kiedy zobaczyłem twoje zdjęcia w ramionach tego blondaska, - ta odraza w jego głosie mnie obrzydziła. - Zresztą, jeśli któryś z nich cię chociażby dotknie, to go zabiję.
Czerwona lampka nagle zapaliła się w mojej głowie. Wiedziałam, że Matt byłby zdolny do przyjazdu do Londynu i pobicia któregoś z chłopaków. Dziękowałam Bogu, że nie powiedziałam mu o mojej sytuacji z Lou... Lou, właśnie... Muszę z nim pogadać.
- Spokojnie, bohaterze. - powiedziałam, wysilając się na uśmiech. - To są tylko przyjaciele.
- Jasne. Ale powiedz, że nie chciałabyś mieć takiego sławnego kochanka? Dawałby ci wszystko.
Zmarszczyłam brwi i od razu zerwałam się na równe nogi.
- Czy ty sugerujesz, że cię zdradzam? - spytałam, a w moich oczach pojawiły się łzy. - I że lecę na kasę? Że jestem jakąś dziwką, czy coś? Ale z ciebie dupek.
Pobiegłam szybko na górę do pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Szybko przebrałam się w sukienkę i zebrałam swoje rzeczy, po czym zbiegłam ze schodów tak prędko, że o mały włos bym się nie wywaliła, gdybym nie trzymała się barierki.
- Kotku, nie to miałem na myśli! - krzyknął brunet. Nawet nie chciało mu się ruszyć dupska z kanapy.
- Dupek! - wrzasnęłam i wybiegłam z domu.
Szłam szybko, a może był to wolny trucht? Sama nie wiedziałam. Łzy lały się ciurkiem z moich oczu, przez co zamazywały mi też trochę drogę. Po chwili stanęłam, a z torebki wyciągnęłam papierosa. Odpaliłam go i zaciągnęłam się. Dym tak wspaniale wypełnił moje płuca, przyjemnie drapiąc mnie w gardło.

Louis: 



Siedziałem na łóżku ze słuchawkami w uszach, pozwalając, aby muzyka the Fray wypełniła cały mój świat. Pocałowałem ją. Idiota ze mnie. Ja ją pocałowałem, a ona sobie tak po prostu uciekła. To bolało. Cholernie bolało, ale cóż się dziwić. Kiedy Danielle oddała pocałunek byłem szczęśliwy. Dziewczyna stała mi się bardzo bliska w przeciągu niecałego miesiąca. Mimo, że miałem dziewczynę, poczułem coś do tej szalonej brunetki. Wiedziałem, że będziemy się dobrze dogadywać, odkąd tylko ją poznałem. jednak wszystko się zawaliło, kiedy ujrzałem w jej oczach łzy i przerażenie. Wtedy zrozumiałem, jak bardzo duży błąd popełniłem.Możliwe, że zniszczyłem naszą przyjaźń.
Poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu. Podskoczyłem, wyrywając tym samym słuchawki z uszu. odwróciłem się. Przede mną stał blondyn z zatroskanym wyrazem twarzy.
- hej stary. - Powiedziałem, a ja tylko westchnąłem.
- Nie możecie dać mi świętego spokoju?
Haran wzruszył jedynie ramionami i usiadł obok mnie. Był uparty jak cholera i miałem ochotę go w tej chwili zabić. Cholerny Irlandczyk, no. Nie da mi pobyć samemu z myślami.
- Myślę, że nie. Wszyscy się o ciebie martwimy. Odkąd wróciłeś wczoraj w ogóle nie wychodzisz z pokoju. Co się stało, jak odwoziłeś... Danielle? - zawahał się lekko, wymawiając imię dziewczyny, co mnie delikatnie zdziwiło.
Cóż, nie dziwiłem im się. Też bym się martwił, jeśli któryś z chłopaków wróciłby późnym wieczorem, trzaskając drzwiami, w ogóle się nie odzywając, po czym zaszyłby się w pokoju, odmawiając jakiejkolwiek pomocy.
- Wszystko jest okej. - skłamałem.
- Wcale nie. - powiedział pewnie. - Coś się stało, jak ją odwiozłeś, tylko nie chcesz powiedzieć co.
Westchnienie wyrwało się z moich ust.
- Racja. - powiedziałem niechętnie. - Pocałowałem ją.
Takiej reakcji ze strony się nigdy, przenigdy się nie spodziewałem. Chłopak wstał i chwycił mnie za kołnierz koszuli, po czym pociągną do siebie, zmuszając, abym był w pozycji stojącej. Pioruny w jego oczach, które ciskały ewidentnie we mnie, przeraziły mnie.
- Że co ty kurwa zrobiłeś?! - wydarł się na mnie. Nasze twarze dzieliły dosłownie centymetry.
- Pocałowałem ją, do cholery! - wrzasnąłem, nie mogąc się opanować odepchnąłem blondyna.  - zabieraj łapska, smarku.
- Jak mogłeś!? Jam mogłeś zrobić to Eleanor! - I dopiero teraz zrozumiałem o co chodzi.
- Ty... Ty ja kochasz.... - mruknąłem, będąc w szoku. W oczach Horana pojawiły się łzy.


Danielle: 
Następny dzień spędziłam tylko z Hayley, byłyśmy na zakupach, pozwiedzałyśmy trochę starych zakątków, a także poplotkowałyśmy. Niestety, była to niedziela, więc połowę poniedziałku spędziłam sama. Skorzystałam i odwiedziłam matkę w szpitalu. Niestety, jej stan się nie poprawił, od ponad pół roku była w śpiączce.Byłam na nią wściekła. Jak ona w ogóle śmiała zostawić mnie samą na tym świecie? W ogóle gdybym jej nie znalazła w tej pieprzonej łazience, zapewne by jej tu nie było. Ale w sumie... jeśli teraz by się obudziła, byłaby... no cóż, warzywem. Obwiniałam za to wszystko ojca i chyba nawet miałam rację. Gdyby nie ta jego cholerna zdrada, wciąż bylibyśmy szczęśliwą, normalną rodziną. 
Z zamyślenia wyrwał mnie huk, który niechcący spowodowałam, ścieląc łóżko. Na ziemi leżał otwarty zeszyt. Podniosłam go i już miałam go zamknąć, kiedy w oczy rzuciło mi się moje imię. Zaczęłam czytać. 

"Danielle przyjeżdża. Uh, czego ona tutaj chce? Pewnie ma znowu jakieś problemy. Głupia suka. No, ale pomęczę się z nią parę dni, udając jej przyjaciółkę, a później znów będzie okej. Ale mam nadzieję, że nie zabierze mi Matta... Jeśli to zrobi, zabiję ją." 

Czytałam to po raz setny, nie wierząc własnym oczom. Ona mnie nienawidziła. Przewróciłam kartkę. 


"Przyjechała i od razu zrobiła zamieszanie. Jak tylko przyszłyśmy na imprezę, rzuciła się na Matta jak jakieś wygłodzone zwierzę na swoją ofiarę. Teraz pewnie się z nim kocha.... Gdyby nie przyjechała, byłabym teraz na jej miejscu.... Na szczęście po szkole z Mattem spotykam się w mieszkaniu moich dziadków. Jak dobrze, że wyjechali!" 

Nie wierzyłam własnym oczom... Jak ona mogła mi to zrobić?! Szybko schowałam jej pamiętnik na miejsce. Wiem, że nie powinnam tego czytać, w końcu ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Wzdrygnęłam się lekko. Musiałam to sprawdzić. Spojrzałam na zegarek. Już skończyła lekcje. Zarzuciłam szybko bluzę na ramiona, nałożyłam buty na nogi i wyszłam. Biegiem doszłam do mieszkania jej dziadków, po czym bez wahania nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły z bardzo cichym szczęknięciem. Weszłam po cichu. W całym mieszkaniu słychać było obleśne jęki mojej przyjaciółki. Podążyłam w stronę tych okropnych dźwięków, które raniły niezwykle nie tylko moje uszy, ale także i serce. Otworzyłam z hukiem drzwi. Zauważyłam blondynkę siedzącą okrakiem na moim chłopaku. Dziewczyna spojrzała na mnie, a w jej oczach zauważyłam przerażenie.
- Moglibyście już przynajmniej zamykać drzwi jeśli macie już się pieprzyć. - powiedziałam, a mój głos się całkowicie załamał. Z oczu popłynęły łzy. 
Wybiegłam szybko z domu, a za sobą słyszałam tylko krzyki Hayley i Matta, że to nie tak jak myślę. Jasne, a ja jestem baletnicą. Weszłam do domu Hayley, popędziłam na górę. Chwyciłam za walizkę, po czym wrzuciłam tam wszystkie moje rzeczy. Chciałam zdążyć przed moją byłą przyjaciółką i byłym facetem, ale nie zdążyłam. Obydwoje wparowali do pokoju paręnaście minut po mnie. Chłopak podszedł i złapał mnie za rękę, a ja bez namysły zamachnęłam się i uderzyłam go otwartą dłonią w policzek. Po całym pomieszczeniu rozniósł się taki ładny plask, aż mnie ręka zapiekła. Brunet złapał się za policzek. 
- Nie bij mojego chłopaka, kurwo! - wrzasnęła Hayley, podchodząc do mnie. Chciała mnie uderzyć, jednak ja zablokowałam jej cios. Zanotowałam w głowie, aby podziękować chłopakom, że uczyli mnie, jak się bić. 
Odepchnęłam tylko dziewczynę. 
- To nie ja się puszczam z chłopakiem przyjaciółki. - mruknęłam, chwytając walizkę. 
Chciałam wyjść z godnością, jednak nie mogłam. Przy drzwiach wisiał ukochany plakat Hayley z autografami członków zespołu. Jako, że potrafię być mściwą, wredną suką, chwyciłam za róg, po czym szybko pociągnęłam go do siebie, drąc przy tym plakat. 
- Ups. - powiedziałam - Och, Matt, - spojrzałam na chłopaka. - Masz małego. - odwróciłam się ze śmiechem i wyszłam.
- Pożałujesz tego! - usłyszałam krzyk dziewczyny, kiedy już byłam przy drzwiach. 
- Miłego życia życzę! - wrzasnęłam, zatrzaskując za sobą drzwi. 
Ruszyłam w stronę stacji kolejowej. Miałam przed sobą jakieś dwa kilometry, więc nie miałam daleko. Idąc powolnym krokiem i ciągnąc walizkę zaczynało do mnie docierać co się właśnie stało. Gdy już doszłam do peronu byłam cała zapłakana i załamana. Zdradzona przez najlepsza przyjaciółkę i chłopaka, pokłócona z Niallerem i nie wiedziałam, co mam zrobić z Louisem. Cholera. Moje życie się zawaliło. 

_____ 


Nie wyszedł tak długi, jak myślałam, ale okej. *_______* 
pamiętaj, czytasz=komentujesz.:D

czwartek, 11 października 2012

jedenaście, part I

Podróż minęła mi dość szybko. Poczucie winy po pocałunku z Lou wcale nie zmalało, jednak chciałam całą tę sprawę na chwilę obecną po prostu odstawić i wytłumaczyć sobie wszystko z chłopakiem dopiero po moim powrocie. Na razie musiałam zdecydować, czy powiedzieć Mattowi o zaistniałej sytuacji, czy też po prostu to przemilczeć i go okłamać. Nie lubiłam tego robić, jednak biorąc pod uwagę to, że ostatnio się kłóciliśmy, a to mogło tylko wszystko pogorszyć, stwierdziłam, że bezpieczniej będzie, jeśli ominę zręcznie ten temat.
Gdy wysiadłam z pociągu czułam, jak podekscytowanie wzrasta. W końcu zobaczę Hayley, stare okolice, a co najważniejsze w końcu zobaczę moją pierwszą, wielka miłość. Stałam tak w miejscu, obładowana bagażami i wciągałam znajome mi powietrze, za którym tęskniłam.
- DANIELLE! - usłyszałam wesoły pisk, po czym czyjeś ramiona oplotły moją szyję. Otworzyłam oczy.
- Hayley! - także pisnęłam, przytulając dziewczynę do siebie mocno. - Cholera, tęskniłam.
- Ja też ! - zaszlochała w moje ramię.
 Postałyśmy tak jeszcze chwilkę, rycząc jak głupie, po czym chwyciłam bagaże i skierowałyśmy się do auta Hay. W końcu zrobiła upragnione prawo jazdy. Jechałyśmy wciąż rozmawiając. Chęć nadrobienia wszystkich zaległości, które pojawiły się przez te parę tygodni wcale, a wcale nie pomagał  w zamknięciu się. Ja opowiadałam jej jak spędziłam ten czas, ona mi także. Dowiedziałam się, że jej rodzice znów się zeszli, co mnie nieco zmartwiło, ponieważ stało się to już rutyną w jej domu, a jej ojciec wciąż ranił jej matkę.
Kiedy dojechałyśmy do domu Hayley, dziewczyna zaprowadziła mnie do swojego pokoju.
- Stwierdziłam, że nie będę Ci przygotowywać oddzielnego pokoju. W końcu jesteśmy jak siostry, a ja za tobą cholernie tęskniłam, Więc będziemy spać razem! - klasnęła ucieszona w ręce radośnie.
-  Tak jak kiedyś! - wykrzyknęłam równie ucieszona. Jej entuzjazm mi się udzielał.
- Okej, więc rozpakuj się, odśwież, zrób coś tam co chcesz, masz dwie godziny, bo o 19 jest impreza. - widząc moją skwaszoną minę dodała - I będzie Matt.
- Doooooobra, okej. Daj mi przestrzeń, kobieto! - odsunęłam ją od siebie.
W zabójczym tempie się rozpakowałam, przeglądając w między czasie ciuchy, które mogłabym założyć. Moja przyjaciółka zaś usiadła przy komputerze.
- Hayley, mam problem. - mruknęłam, kiedy już wszystkie moje rzeczy były wypakowane i spoczywały grzecznie w jednej z wolnych szafek w garderobie blondynki. Usiadłam po turecku na dwuosobowym łóżku.
- Słucham? - dziewczyna obkręciła się na krześle tak, aby być do mnie przedem.
- Bo... - powiedzieć? Nie powiedzieć? Cholera. - Nie mam się w co ubrać! - pisnęłam, w ostatniej chwili zmieniając zdanie.  -Wszystko, co przygotowałam się nie nadaje.
- No! Daj mi się sobą zająć! - Dziewczyna zeskoczyła zwinnie z krzesła, po czym zniknęła w garderobie. Co chwilę słyszałam "to? hmm, nie."
Ja natomiast siedziałam, rozglądając się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Na beżowych ścianach wisiały plakaty jej ulubionych zespołów : Paramore, The Pretty Reckless, Guns N'Roses, 30 Seconds To Mars, a także My Chemical Romance. Miałyśmy bardzo podobny gust muzyczny, między innymi dlatego tak dobrze się ze sobą dogadywałyśmy. Na dębowych półkach siedziały sobie grzecznie pluszaki, obserwując całe pomieszczenie. Śledziłam wzrokiem każdy zakątek. Moje serce ścisnęło się, kiedy zauważyłam całą ścianę obklejoną zdjęciami. Od razu przypomniało mi się, jak je wieszałyśmy.
- Mam! - usłyszałam wesoły krzyk.
Hayley wbiegła do pokoju, trzymając w ręce czarną, zwiewną sukienką do kolan i na ramiączka.
- Będzie dla ciebie idealna! A Matt będzie zachwycony! Mówię ci!
Zaśmiałam się cicho. Tak bardzo tęskniłam za jej optymistycznym podejściem do życia.
- Wiesz, że normalnie bym jej nie założyła, ale dziś zrobię wyjątek.
- Ha! Widzisz, mam dar przekonywania! - klasnęła radośnie w dłonie.
Zaśmiałam się po raz kolejny i wywróciłam oczyma. Z walizki wyjęłam ręcznik, jakiś podkoszulek, kosmetyczkę, a także czystą bieliznę, po czym poszłam do łazienki szybko się odświeżyć, bowiem została mi tylko godzina na ogarnięcie się. Szybki prysznic rozluźnił delikatnie moje spięte mięśnie. Strasznie denerwowałam się spotkaniem z Mattem. Czy się ucieszy? A może wścieknie?  Te myśli zaprzątały moją głowę cały czas.
- Ej, co jest? - spytała Hayley, podczas robienia mi fryzury. Uwielbiała się w takie rzeczy bawić. To ona robiła za fryzjerkę i makijażystkę. - Jesteś jakaś smutna.
- Bo denerwuję się spotkaniem. Nie wiem jak zareaguje. Same czarne scenariusze mam w głowie.
Przyjaciółka zaśmiała się cicho.
- Spokojnie, misia! Matt mówił mi, że za tobą tęskni.
Te parę słów sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Pół godziny później razem z przyjaciółką stałyśmy przed drzwiami domu Matta, z którego wydobywała się głośna muzyka. Zacisnęłam usta w cienką linię, a w tym samym momencie moja towarzyszka nacisnęła dzwonek. Poczułam, jak motylki w moim brzuchu się buntują. Wpatrywałam się w klamkę, która się poruszyła. To już teraz. Już. W tej chwili.
Drzwi uchyliły się, a w przejściu stał wysoki brunet, z postawionymi na żel włosami. W ręce trzymał butelkę piwa. Uśmiechnął się do Hayley czule, przez co zalała mnie zazdrość. Przeniósł na mnie wzrok i zamarł.
- Danielle? - powiedział po paru minutach, wychodząc z szoku.
- Hej, Matt. - odpowiedziałam niepewnie. Poprawiłam nerwowo kosmyk włosów.
- Boże, Danielle. - zafascynowany chwycił mnie za ramiona, po czym przycisnął do swojej klatki piersiowej.
- To może ja wam nie będę przeszkadzać. - mruknęła moja przyjaciółka, omijając nas i wchodząc do pomieszczenia.
Przytuliłam się do Matta, wciągając zapach jego perfum, za którymi tak bardzo tęskniłam. Chłopak wciągnął mnie do środka, przyparł mnie do ściany, po czym namiętnie wpił się w moje usta. Zarzuciłam mu ramiona na szyję, oddając pocałunki. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Mój oddech był lekko przyspieszony, tak samo jak mojego chłopaka. Motylki w moim brzuchu szalały jeszcze bardziej niż przed paroma minutami, a moje nogi były jak z waty. Uwielbiałam, jak był taki.
- Dokończymy później, myszko. - szepnął mi do ucha, a po moim ciele przebiegł przyjemny dreszcz.
Matt chwycił moją dłoń i pociągnął mnie do salony. Przywitałam się ze starymi znajomymi. Reszta wieczoru minęła mi naprawdę bardzo przyjemnie. Co prawda alkohol lał się litrami, jednak nie zniszczył dobrej zabawy. Tańczyliśmy, wygłupialiśmy się i tym podobne. Po paru godzinach z Mattem ulotniliśmy się do jego pokoju. Chciałam z nim porozmawiać. Chłopak zamknął za sobą drzwi, a ja usiadłam na łóżku.
- Matt... - mruknęłam, a kiedy zajął miejsce obok mnie przytuliłam sie do niego. - tęskniłam za tobą.
- Ja za tobą też, myszko. - odpowiedział, przyciskając mnie do swojej klatki piersiowej.
Siedzieliśmy tak chwilę, aż w końcu położyliśmy się na łóżku, wciąż w siebie wtuleni.
- Kocham Cię. - Matt szepnął mi do ucha, a ja spojrzałam na niego, po czym obdarowałam namiętnym pocałunkiem.
- Ja ciebie też.
Nasze usta ponownie zetknęły się w pocałunku. Poczułam, jak dłonie chłopaka zwinnie odpinają zamek mojej sukienki. Po chwili materiał leżał już na ziemi, a ja siedziałam okrakiem na chłopaku, nie przerywając pocałunku. Chłopak szybko zsuną spodnie, a po chwili moje ręce wślizgnęły się pod jego podkoszulek i teraz błądziły po jego umięśnionym ciele. Parę sekund później podkoszulek leżał obok mojej sukienki. Pozbyliśmy się bielizny.
- Matt.... - szepnęłam z chrypką w głosie. - To... Ja... no wiesz...
- Wiem. - zachichotał cicho i pocałował mnie w czoło. - Będę delikatny.
I był.



_____________

Ogólnie będą dwie części tego rozdziału, nie chciałam go dzielić, ale stwierdziłam, że nie będę przedłużać, bo nie wiem ile zajmie mi pisanie reszty. : > Mam nadzieję, że Was nie zanudzę. :D

czwartek, 27 września 2012

dziesięć.

Następne dwa tygodnie minęły mi bardzo szybko. Chodziłam do szkoły, a po lekcjach razem z Sylvią spotykałyśmy się z chłopakami. Bardzo się z nimi zbliżyłam. Śmiałabym stwierdzić, iż są moimi przyjaciółmi. Niestety po imprezie w domu chłopców w internecie znalazły się zdjęcia moje i Nialla, kiedy siedzieliśmy na zewnątrz. Od razu cały świat obiegły plotki, że jestem jego dziewczyną, zważywszy na to, że po raz drugi zostaliśmy złapani sami we dwoje. Oczywiście, Matt był zazdrosny. Zresztą, i tak z nim prawie w ogóle nie rozmawiałam. Przez całe czternaście dni rozmawialiśmy TYLKO dwa razy i kłóciliśmy się przez większość czasu.
- Nie wiem co mam robić. Mam już dość - wtuliłam zapłakaną twarz w ramię Lou.
- Wieem. Też dużo się kłócę z Eleanor. - odpowiedział, gładząc moje plecy delikatnie. 
- Ja za nim tak bardzo tęsknię. A on mnie odpycha.
- Rozumiem Cię... Znaczy, to, że za nim tęsknisz. - poprawił się szybko. - Kiedy jesteśmy w trasie i bardzo tęsknię za Eleanor, a ona za mną, to przyjeżdża do mnie. Może ty też powinnaś tam jechać?Zrób mu niespodziankę.
Cholera. Lou miał naprawdę dobry pomysł. Powinnam pojechać do Matta, spotkać się z nim, spróbować wszystko naprawić.Czemu dopiero teraz, po prawie tygodniu, od przebiegnięcia tej rozmowy podjęłam decyzję? Dlaczego dopiero teraz rozważyłam tę opcję?
"Muszę iść. :D Jadę do Matta! :D Teraz. Już. :D
Ps. Podziękuj Louisowi, za podsunięcie mi pomysłu! :D" 
Nabazgrałam na karteczce, po czym szybko  podsunęłam ją Sylvii, która siedziała ze mną w ławce. Dziewczyna przeczytała szybko. Spojrzała na mnie, oddając mi karteczkę.
"CO?! Haha, shallona TY! :D kiedy masz zamiar wrócić? Czemu mi nic nie powiedziałaś wcześniej? :<
Ps. Sama mu podziękuj, zanim wyjedziesz. Przy okazji się z nimi pożegnasz. Wszystkimi". 
Wiedziałam, co miała na myśli, pisząc ostatnie słowo. Ostatnio ja i Niall  przestaliśmy się dogadywać. Zaczął mnie inaczej traktować, stał się... zimny i wyrafinowany. Odnosił się do mnie z wielkim dystansem, co bardzo mnie denerwowało i raniło jednocześnie, gdyż był moim przyjacielem i to z nim najlepiej się czułam z całej ich piątki. Kiedy tylko mu to powiedziałam, on tylko wzruszył ramionami i powiedział "Tak widocznie na mnie działasz". Od tamtego czasu ze sobą nie rozmawiamy w ogóle. Przez tę właśnie sytuację ja i Lou się bardziej zakolegowaliśmy. Zawsze miałam wrażenie, że jest tym zabawnym, nieogarniętym chłopakiem, z którym rzadko kiedy można pogadać na poważne tematy, jednak się myliłam. Pomagał mi bardzo często. Kiedy kłóciłam się z ojcem, jak ostatni raz starłam się z Niallem, kiedy czytałam chamskie komentarze na mój temat. On zawsze był, służył rękawem i za to byłam mu bardzo wdzięczna.
"W sumie masz rację. :> Będę... nie wiem. Może za jakieś dwa dni? tydzień? Zobaczę. Chcę, aby wszystko mi się naprawiło z Mattem! A teraz pozwól, że opuszczę tę nudną lekcję."
Podsunęłam dziewczynie liścik, a kiedy odczytała wiadomość spojrzała na mnie, nie wiedząc o co mi chodzi. Ja chwyciłam swoje podręczniki i spakowałam je do torby, po czym wstałam. Nauczycielka przerwała coś mówić i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Heart, gdzie się wybierasz? - spytała, podchodząc do mnie.
- Wychodzę, nie widać? - odpowiedziałam. - Nie mam po co siedzieć na tej lekcji, skoro i tak niczego się nie nauczę. Zresztą, mam ważniejsze sprawy.
Niewysoka brunetka patrzyła na mnie oszołomiona. Szczerze mówiąc, mnie też moje zachowanie zaskoczyło. Zawsze byłam grzeczną dziewczynką, która nie pyskuje, ani się nie stawia. Widząc, jak twarz kobiety staje się czerwona, zdałam sobie sprawę, że mam przechlapane, ale jakoś mnie to nie zmartwiło.
- Do dyrektora, młoda damo. - podniosła głos, wskazując palcem na drzwi.
- Spoko. Ale to może później, teraz trochę mi się spieszy. - odpowiedziałam, poprawiając torbę.
- Przepraszam? A gdzie się pani spieszy?
- A musi pani wszystko wiedzieć? - spytałam, po czym wyminęłam ją zwinnie.
Ruszyłam w stronę drzwi, a kiedy się przed nimi znalazłam, stanęłam na chwilę. Spojrzałam na klasę, która patrzyła się na mnie. Niektórzy byli zdezorientowali, inni się uśmiechali. Przyłożyłam dwa palce do czoła, po czym oderwałam je i z uśmiechem wyszłam z klasy.
Słyszałam, jak pani Jenkins wykrzykuje, abym wracała na lekcje, inaczej wezwie moich rodziców. Miałam ją gdzieś. Biegłam przez korytarz, ile tylko miałam sił w nogach. Wybiegłam ze szkoły, jednak się nie zatrzymałam. Ruszyłam w stronę domu, a kiedy tylko wbiegłam do pokoju chwyciłam walizkę. Spakowałam wszystkie rzeczy, które wydawały mi się potrzebne. Usłyszałam pukanie.
- Danielle, co ty tutaj robisz? - spytała Serena, nawet nie zważając na to, że nie powiedziałam "proszę".Włączyłam głośno płytę Paramore "RIOT!".
- Nie twoja sprawa. - mruknęłam, wymijając ją. Skierowałam się do łazienki, skąd wzięłam kosmetyki i szczotkę do zębów.
wyszłam z łazienki. Ponownie znalazłam się w moich "czterech ścianach". Wrzuciłam kosmetyczkę do walizki. Chwyciłam za telefon, po czym wybrałam numer Hayley.
- Cześć, baranie. - usłyszałam śmiech przyjaciółki. - co słychać?
- Cześć, lachonie - ach te nasze czułe słówka. - słuchaj, mam sprawę.Chcę dzisiaj przyjechać do Matta.
Usłyszałam pisk w słuchawce, którą musiałam odsunąć na kilometr od ucha.
- I dzwonię z pytaniem, a także prośbą. Mogę się u ciebie zatrzymać? Tak na parę d...
- Ty głupia jesteś. - przerwała mi w połowie słowa. - Co się głupio pytasz? Pakuj manatki i zapierdzielaj do mnie, bo się za tobą stęskniłam.
Zaśmiałam się cicho.
- No okej. A teraz prośba. Nie mów nic Mattowi, okej? Chcę mu zrobić niespodziankę.
- Ermm, okay. Więc idę przygotować Ci pokój, bo pewnie rodzice się zgodzą! - wrzasnęła do słuchawki, po czym się rozłączyła.
Zaśmiałam się cicho, po czym pobiegłam do garderoby. przebrałam się , po czym szybko wpełzłam jeszcze pod łóżko, spod którego wyciągnęłam skarpetę, w której trzymałam swoje wszystkie oszczędności. Szybko wrzuciłam portfel do torby, po czym szybko wyszłam z pokoju. Musiałam jeszcze się pożegnać z chłopakami.
- Będę za godzinę. - krzyknęłam, wychodząc z domu.
Skierowałam się w stronę willi chłopaków. Nie miałam daleko, więc cała droga zajęła mi dziesięć minut. Wzięłam głębszy oddech, naciskając dzwonek. Drzwi otworzył mi Niall, a moje serce zabiło szybciej. Spojrzał na mnie zimnym wzrokiem, po czym przepuścił w drzwiach.
- Jest reszta? - spytałam niepewnie, wchodząc do pomieszczenia.
Raniło mnie zachowanie blondyna. Nie wiedziałam o co mu chodzi, co ja takiego zrobiłam. W końcu wcześniej był dla mnie przyjazny. Mogłabym powiedzieć, że mógłby być moim przyjacielem.
- W salonie. - odpowiedział szorstko, wymijając mnie.
Wywróciłam oczami. Miałam ochotę chwycić go za te blond włosy i trzepnąć go, czy cokolwiek, aby znów był tym kochanym, przyjaznym Irlandczykiem, który poświęcił jedną z imprez, aby mnie pilnować. Zamiast tego poszłam do salonu. Zastałam w nim Zayna i Lou grających w Fifę, Hazzę narzekający, żeby dali mu zagrać i Liama, który biegał po całym pomieszczeniu za swoim żółwiem.
- Cześć chłopaki. - powiedziałam, siadając obok Hazzy.
- Cześć. - powiedzieli chórem nie przerywając swoich czynności.
Nagle Harry przestał narzekać, tylko piszczeć i skakać jak pojebany. Zajął miejsce Lou i zajął się grą. Brunet wywrócił oczami, siadając obok mnie. Wziął poduszkę, która leżała na kanapie, po czym przywalił mi nią w twarz.Pisnęłam, lecz nie byłam mu dłużna. I tak rozpętała się bitwa na poduszki między mną, a Lou.Krzyczałam, piszczałam, waliłam tą poduszką na oślep i śmiałam się wniebogłosy razem z chłopakiem.
- Stop! - pisnęłam, chroniąc się przed poduszkami. - Loooooou, przestań!
- Okej, okej. Tylko przestań już tak piszczeć. - opadł swobodnie na kanapę.
Odgarnęłam włosy, które opadały mi na twarz. Spojrzałam na zegarek. Cholera. Jest piętnasta. Za pół godziny miałam pociąg.
- Cholera. Kurwa. - zerwałam się na równe nogi.
- Nie klnij tak. - Hazza powiedział, spoglądając na mnie pytająco. - Co jest.
- Zapomniałam wam powiedzieć. W sensie... przyszłam się pożegnać, bo wyjeżdżam. Zupełnie wypadło mi to z głowy, cholera.
- Wyjeżdżasz? - Zayn podszedł lekko przestraszony.
- Tak. - westchnęłam cicho. - Ale niedługo powinnam wrócić. Zresztą wiecie, mam szkołę.
- Czemu jedziesz? - nie spodziewałam się, że Niall będzie chciał wiedzieć.
- Chcę naprawić mój związek z Mattem. - odpowiedziałam, spoglądając na swoje buty.
- Po co? Przecież to jest bez sensu. On jest po drugiej stronie kraju. - że co przepraszam? co ja właśnie usłyszałam?
- A co cię to obchodzi? - odpowiedziałam, patrząc złowrogo na blondyna. - przez cały czas mnie zlewasz, a teraz nagle się zainteresowałeś moim związkiem?
- Jezu, przepraszam. - blondyn wbiegł na górę. Usłyszałam tylko trzask drzwi od jego pokoju.
Zmarszczyłam brwi. Wzrokiem przejechałam po twarzach chłopaków. Oni tylko wzruszyli ramionami. Westchnęłam cicho. Dwadzieścia minut.
- Ech, wyjaśnię to sobie z nim jak wrócę. Teraz muszę naprawdę uciekać. Mam dwadzieścia minut, cholera.
- Odwiozę cię. - zaoferował Lou. - I tak nie mam nic lepszego do roboty.
- Ehmm... Jeśli to nie będzie problem, to okej.
Pożegnałam się z pozostałą trójką, po czym wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu chłopaka.
- Gdzie panią powieźć?
- Najpierw do domu. Potem na dworzec.
Po niecałych piętnastu minutach byliśmy już na dworcu. Lou wziął moje bagaże, po czym szybko pobiegliśmy na peron. Pociągu jeszcze nie było.
włącz to. :D
- Przeprosisz ode mnie Nialla? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedział w tej samej chwili, kiedy mój pociąg wjeżdżał.
- Lou, dziękuję. - Powiedziałam, przytulając się do niego mocno.
- Za co? - Otoczył mnie ramionami, przyciągając do siebie.
- Za to wszystko. Za ten pomysł z niespodzianką, za wszystkie porady.Za miłe chwile.
- Nie ma za co, mała. - nienawidziłam kiedy tak mnie nazywał, a on dobrze o tym wiedział.
- Weź. - walnęłam go pięścią w brzuch, śmiejąc się wesoło.
- Aua. To bolało, krasnoludku. - jego śmiech rozniósł się po całym peronie. - idź już, bo ci zaraz pociąg ucieknie i z twojej niespodzianki będzie lipa.
- Okej. - dałam mu buziaka w policzek, po czym wzięłam walizki i poszłam do pociągu. Nim weszłam, Lou złapał mnie za rękę.
- Tylko zadzwoń jak dojedziesz i powiedz jak poszła ci niespodzianka.
Ciepły uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Obiecuję.
Lou spojrzał mi w oczy. Poczułam jego ręce na moich biodrach. Chłopak zaczął się pochylać, a moje serce ruszyło jak szalone. Czy on chce...? Chciałam uciekać, ale nie mogłam. Stałam sztywno, wpatrując się w jego oczy. Nasze wargi w końcu się zetknęły, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Oddałam ten pocałunek, który po chwili przerodził się w coraz bardziej namiętny. O mój boże, jak on świetnie całuje. O mój boże... co ja do kurwy nędzy robię? Zebrałam w sobie wszystkie siły, mimo, że było mi trudno, bowiem moje nogi były jak z waty, jednak oderwałam się od chłopaka. Moje oczy zaszły łzami, a usta zasłoniłam dłonią. Chwyciłam walizki, po czym w biegłam do pociągu. Drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem Spojrzałam na Lou. Stał sztywno, patrząc na mnie przerażonymi wzrokiem. Zamknęłam oczy, a w tym samym momencie maszyna ruszyła. Stałam tak chwilę, jednak po chwili otworzyłam oczy. Poszłam szukać przedziału. Znalazłam jeden całkowicie pusty. Weszłam do niego. Opadłam na siedzenie. Wciąż byłam w szoku, a na wargach wciąż czułam pocałunek. Bezwiednie podniosłam dłoń i dotknęłam ust. Cholera. To był błąd. W ogóle, co on do cholery zrobił? Przecież i on, i ja byliśmy tylko przyjaciółmi, tak mi się wydawało, zresztą,obydwoje mieliśmy partnerów. A ja... ja i tak nic do niego nie czułam. Cholera.

poniedziałek, 10 września 2012

dziewięć.

 Od razu przepraszam, że nie dodawałam rozdziału przez prawie dwa miesiące, ale kurde nie miałam weny. Pisałam ten rozdział... tak z miesiąc, może troszkę mniej. Ale w końcu mi się udało, chociaż chyba nie było mi dane go napisać, ponieważ dziesięć tysięcy razy mi się wszystko kasowało, albo zapominałam zapisać. XDDDD tak więc przepraszam i mam nadzieję, że Wam się spodoba. :D

Promienie słońca przemykały się przez zasłony, oświetlając przy tym cały pokój. Czułam, jak delikatne ciepło lizało moje nagie ramiona. Chcąc rozkoszować się jeszcze tym ciepłem, przewróciłam się na drugi bok. Poczułam, jak czyjeś ramię oplata moją talię, więc przytuliłam się do Matta, czując jego oddech na swojej szyi zaśmiałam się cicho. Przybliżyłam moją twarz do jego, chcąc złożyć na pełnych ustach pocałunek, jednak wcześniej otworzyłam oczy. Wrzasnęłam na cały dom, odpychając od siebie chłopaka rękoma i nogami za jednym razem. Sama też się odsunęłam, jednak nagle łóżko się skończyło i wśród wianuszka przekleństw, które wyleciało z moich ust, wylądowałam na podłodze.
- Co się dzieje? - usłyszałam rozbudzony głos po drugiej stronie łóżka. 
-O mój boże. Niall?- pisnęłam cicho, łapiąc się za głowę, gdyż dopiero teraz poczułam okropny ból głowy, który nieco wzrósł, przez taką niemiłą pobudkę. – Nic Ci nie jest? – spytałam, łapiąc się za czoło.
-         Nie, chociaż pobudka do najlepszych nie należy. – zaśmiał się cicho i zerknął na mnie rozbawiony. – a tobie nic się nie stało? – spytał.
-         Ciszej... – mruknęłam, zaciskając oczy. – kac morderca. Przepraszam za to. Nie chciałam cię tak brutalnie obudzić. A możesz powiedzieć jak to się stało, że wylądowałam z tobą w jednym łóżku? – spytałam, podnosząc się z trudem z ziemi, przez co łupanie w mojej czaszce przybrało na sile, a w gardle miałam cholernie sucho. Jęknęłam. – Zresztą... nieważne, zaraz mi opowiesz. Ja muszę skoczyć do kuchni.
Powiedziałam, po czym wyszłam. Zeszłam powoli ze schodów, a wchodząc do kuchni zastałam tam Harry’ego, Lou i Liama. Uśmiechnęłam się złowieszczo, widząc, że pierwsza dwójka także przechodzi męczarnie.
-         WODY! WODY DAJCIE! KAC MORDERCA ATAKUJE! – wydarłam się na całe pomieszczenie, od razu tego żałując. Idiotka ze mnie.
-         Zamknij się, Danielle. – usłyszałam jęk Louisa. – Zabiję cię, cholero mała. Ale to jutro.
Zachichotałam cicho, siadając na krześle obok loczka, który trzymał się rękami za głowę. Przed nim stała pusta butelka po wodzie i tabletki na ból głowy.  Nagle naprzeciwko mnie Liam postawił nową wodę. Posłałam mu wdzięczny uśmiech, po czym odkręciłam korek i  wypiłam połowę cieczy. Wzięłam dwie tabletki, po czym wzięłam jeszcze jednego łyka, aby je popić.
Usłyszałam cichy chichot Louisa. Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem.
-         Co? – zmarszczyłam lekko brwi, a chłopak zaniósł się głośnym śmiechem, co raniło moją głowę.
-         Zapomniałaś się ubrać. – powiedział, pomiędzy spazmami śmiechu. W tym samym momencie pozostali chłopcy też się zaśmiali.
-         Cholera. Kurwa. – mruknęłam.
Byłam w koszulce Nialla i samych gaciach... zaraz... gdzie są moje ubrania? Wstałam i wybiegłam z kuchni jak z procy. Wbiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi przerażona. Blondyn właśnie siedział w samych bokserkach na łóżku z laptopem na kolanach i patrzył się na mnie zdezorientowany.
-         Czemu jestem w twoich ciuchach? Czemu z tobą spałam? O boże... nie robiliśmy... tego? – spytałam, akcentując ostatnie słowo. Byłam wyraźnie przerażona.
Chłopak zaśmiał się swoim charakterystycznym śmiechem. Normalnie bym do niego dołączyła, jednak teraz jakoś przerażał mnie fakt, że mogłam zdradzić swojego chłopaka i nie było mi do śmiechu.
-         Calm down, girl. Do niczego nie doszło wczorajszej nocy. Za bardzo się spiłaś. – powiedział rozbawiony. – masz strasznie słabą głowę.
-         Ahaha, jakie zabawne. – prychnęłam, podchodząc do łóżka. Usiadłam na jego krańcu, zabierając koc by się przykryć. – Opowiedz mi wszystko. Od... od tego jak wniosłeś mnie do domu, bo wtedy urwał mi się film. Tak myślę.
-         Dobra. – wziął głębszy oddech, poczym rozpoczął swoją opowieść. – Wniosłem cię do domu i chciałem zanieść do pokoju, żebyś poszła spać, ale się uparłaś, że chcesz zostać, więc dałem za wygraną, bo zaczęłaś mi płakać.
Oh God. Gorzej być nie może, pomyślałam sobie, kręcąc głową i przy okazji zalewając się rumieńcem.
-         Zaczęłaś się bawić, oczywiście ja cię pilnowałem. Patrz, jaki dobry jestem. – zachichotał cicho. – Około czwartej zaciągnąłem cię do pokoju i położyłem spać, najpierw dając ci coś do przebrania. Kiedy wychodziłem, poprosiłaś, żebym cię przytulił, więc to zrobiłem. Zaczęłaś mi opowiadać o tym, jak tęsknisz za swoim chłopakiem i przyjaciółką. Chciałaś mi też opowiedzieć o szkole, ale w połowie pierwszego zdania po prostu zasnęłaś. Chciałem iść, ale wtuliłaś się we mnie tak bardzo, że nawet nie miałem jak się wywinąć z twoich szponów.
-         O boże. Nie dałam ci się bawić. Przepraszam! – wyrzuty sumienia zalały mnie od środka. – Czekaj... czemu nie mogłam spać w swojej sukience?
Horan spojrzał na mnie takim wzrokiem, że aż przeszły mnie ciarki.
-         Cóż.... obrzygałaś ją. – powiedział, chichocząc.
Mówiłam, że gorzej być nie może? Myliłam się.
-         ŻE CO?! – wrzasnęłam i złapałam się za głowę. Może i proszki zaczęły działać, ale nie ugodziły całkowicie bólu. – O boże. Teraz mogę iść i zabić się ze wstydu. Ughhhh, jak ja teraz wrócę do domu? – wypowiedziałam swoje myśli, lekko klepiąc się w czoło otwartą ręką.
-         Cóż, mogę dać Ci jakieś ciuchy. – zaoferował się niebieskooki, a ja posłałam mu wdzięczne spojrzenie.
-         Serio mówisz?
-         Tak. W końcu... to w sumie przeze mnie nie masz sukienki, bo pozwalałem ci mieszać alkohol.
Mój dźwięczny śmiech rozniósł się po pokoju.
-         Bez przesady. Sam miałeś się bawić, a ja ci tę zabawę zepsułam. Gdybyś jeszcze miał patrzeć na to, co piję to już w ogóle masakra by była. Ale i tak jestem Ci naprawdę wdzięczna za to, że poszedłeś za mną. Gdyby nie to, nie wiem czy wróciłabym do domu cała, czy teraz leżała w krzakach w parku. – zachichotałam cichutko, wstając z łóżka. – Emm... to mógłbys dać mi te ubrania?
-         Jasne, już daję. – powiedział, po czym odstawił laptopa na poduszkę. Wstał i poszedł do garderoby, by po chwili wrócić i wręczyć mi koszulkę i spodnie od dresu. – łazienka jest na samym końcu korytarza. Weź sobie czysty ręcznik. Powinien być w którejś z szafek. Poszukaj.
Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam z pokoju. Skierowałam się we wskazanym kierunku. Zapukałam do białych drzwi. Odpowiedziała mi cisza, więc lekko naparłam na klamkę. Cichy szczebiot. Otwarte. Zapaliłam światło, wszedłszy do pomieszczenia. Rozejrzałam się dookoła. Było tu dość przytulnie. Duża wanna z masażem pod oknem, a naprzeciwko niej prysznic. Stanęłam nad umywalką i spojrzałam w wielkie lustro, które nad nią wisiało. Wyglądałam doprawdy okropnie. Włosy sterczały mi na wszystkie strony, rozmazany makijaż, wory pod oczami. Masakra. Z westchnieniem sięgnęłam do kremowej szafki. Znalazłam tam to, czego szukałam. Wyjęłam puszysty ręcznik i powiesiłam go na wieszaku przy prysznicu. Zakluczyłam drzwi, poczym szybko się rozebrałam. Weszłam do kabiny. Ciepłe strugi wody spływały po moim przemęczonym ciele. Szybko się odświeżyłam. Wytarłam się starannie i ubrałam. Nałożyłam trochę pasty na palec, aby przemyć nim zęby. Chwyciłam swoją „piżamę” i z turbanem na włosach wyszłam z łazienki. O mało co nie padłam na zawał, gdyż wpadłam z impetem na Zayna, który tylko zaśmiał się cicho.
-         Vas happenin’? – zawołał, a ja parsknęłam śmiechem.
-         Danielle! – usłyszałam Sylvię, która podbiegła do mnie z uśmiechem malującym się na jej twarzyczce.
-         Vas happenin’? – krzyknęłam do blondynki. Usłyszałam głośny śmiech mulata, który postanowił zejść do kuchni.
-         O mój boże, dziękuję ci, że mnie wzięłaś ze sobą! – pisnęła po cichu, kurcząc się, jakby nie chciała, żeby ktokolwiek usłyszał naszą rozmowę.
-         Haha, no nie ma za co, kabanosie. – kąciki mych ust uniosły się lekko ku górze. – opowiesz mi, jak będziemy wracać, co stanie się za – zerknęłam na zegarek – po śniadaniu. A może obiedzie? Jest już szesnasta. Cholera.
-         Wracamy już? – jęknęła dziewczyna, a ja tylko pokiwałam głową.
Wrócilam do pokoju Nialla, którego nie było. Westchnęłam cicho, po czym rozejrzawszy się po pomieszczeniu chwyciłam moją jednorazową piżamę, po czym złożyłam ją ładnie w kosteczkę. Przy koszu leżała siateczka, w której znajdowała się moja beżowa sukienka. Z ciężkim sercem podniosłam ją delikatnie, starając się odsunąć ją od siebie. Mimo, iż miałam ją raz na sobie, stwierdziłam, że nie ma co się trudzić i po prostu ją wyrzucę. Złożone ubrania wepchnęłam sobie pod pachę, śmieci wzięłam w prawą dłoń, a obcasy nałożyłam na obolałe stopy.
Cholerne odciski, pomyślałam, kiedy zrobiłam pierwszy krok. Zacisnęłam zęby. Będę dzielna. Jakby co, to po prostu będę wracać na bosaka. Jakbym naprawdę nie robiła tego wcześniej. Zeszłam po schodach, a w kuchni zastałam Sylvię. Uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam.
-         Idziemy już, prawda? – spytałam ją z nadzieją w oczach.
-         CO?! TAK BEZ ŚNIADANIA?! – usłyszałam pisk Nialla, na co parsknęłam głośnym śmiechem.
-         Ha! Raczej obiadu!
-         No w sumie. – odparł Harry, który coś smażył. – ale w sumie to już zaraz będzie jedzenie.
-         Okeej, zostaniemy. W końcu chcę spróbować... tego wynalazku. – odparłam, udając się w stronę stołu. Zajęłam miejsce obok blondynki i Lou.
-         Jaki tam wynalazek. Toż to tylko jajecznica z jajkami. .
Po całym pomieszczeniu rozległ się śmiech Nialla, a po chwili wszyscy do niego dołączyliśmy.
-         Jajecznica z jajkami? Serio? – powiedział pomiędzy spazmami śmiechu.
-         No tak. No bo nic innego nie było. Tylko jajka i mleko. I tak sobie pomyślałem, że jajecznica to dobry obiad.
-         Pożywne, nie powiem. – mruknęłam, ocierając łzę, która spływała po moim policzku.
Po pięciu minutach śmiania się każdy z nas dostał porcyjkę jajecznicy. Porcyjkę to znaczy cały wielki talerz. Ja zjadłam jedną połowę, a drugą bardzo chętnie zaopiekował się Nialler, uprzednio pochłaniając swoje.
-         To my się będziemy zaraz zbierać, no nie? – szturchnęłam Sylvię w ramię.
-         Noooooo. – mruknęła niezadowolona.
Szczerze mówiąc nie uśmiechało mi się wracać do domu, bo naprawdę świetnie się z chłopakami bawiłam. Ale teraz powinnam wrócić do rzeczywistości. Cholernej, szarej rzeczywistości.
-         To my was odprowadzimy, prawda Niall? – zaoferował się Zayn, spoglądając na blondasa, który właśnie zaczął pochłaniać paczkę żelków. Ile on żarł. (:O)
-         Oczywiście. – powiedział, a ja korzystając z okazji ukradłam mu parę miśków.
-         EJ! – pisnął, patrząc na mnie z wyrzutem.
-         No co?
-         Moje żelki. – westchnął głęboko.
-         Że niby że te? – machnęłam mu jednym żelkiem przed nosem, po czym powtórzyłam to parę razy. W końcu trafił do moich ust, z których wydobywały się dość dziwne dźwięki, które świadczyły, iż to co mam w buzi dobrze smakuje. (hahaha, bez skojarzeń. ;D)
-         ONA MI TO ROBI SPECJALNIE! – pisnął Horan, a ja zaśmiałam się dźwięcznie. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-         Otworzę! – powiedziałam, po czym podbiegłam do przedpokoju.
Chwyciłam za klamkę i pociągnęłam ją mocno. W przejściu stał wysoki, barczysty mężczyzna. Na mój widok na jego twarzy pojawiło się zdziwienie.
-         Słucham? – powiedziałam grzecznie, uśmiechając się szeroko.
-         Chwileczkę. – odpowiedział mi.
Zszedł na ganek, sprawdził numer domu. Między jego brwiami powstała jedna zmarszczka. Wrócił.
-         Przepraszam, czy zastałem może Harry’ego Styles’a? Albo kogokolwiek? Jestem Paul. Ochroniarz.
-         Jasne. – odparłam, po czym wydarłam się na całe gardło. – Hazza, jakiś koleś przyszedł. Mówi, że nazywa się Paul i jest waszym ochroniarzem czy czymś tam!
-         Cholera. – usłyszałam tylko z kuchni i tupot stóp po podłodze. – Paul! Co tu robisz? Ach, to jest Danielle. Nasza przyjaciółka. Danielle, to jest Paul. Więc, Paul, co tu robisz?
-         Macie wywiad, wy ćwoki.- Paul nawet się nie zdziwił.
-         CO?! Za ile?
-         Za czterdzieści minut. Ja poczekam na was w samochodzie. Macie dziesięć minut na ogarnięcie się. – powiedział i sobie wyszedł.
Oczy Hazzy zrobiły się jak spodki, po czym nagle wystrzelił jak z procy i popędził na górę.
-         Chłopaki! Alarm! Alarm! Kod wywiadowy! Powtarzam kod wywiadowy! Zbiórka na dole za dziesięć minut! DZIESIĘĆ MINUT! – usłyszałam tylko jak trzaska drzwiami od swojego pokoju.
Z kuchni dobiegały odgłosy stłuczonego naczynia, piszczenia, które otworzyło się w starciu z gwałtownym odsunięciem krzesła i linoleum. Usłyszałam także wianuszek przekleństw, które zapewne wydobywały się z ust blondyna. Pozostała czwórka wbiegła na schody, przepychając się między sobą, przeklinając i wyzywając od debili. Sylvia podeszła do mnie. Spojrzałyśmy na siebie, po czym wybuchłyśmy głośnym śmiechem, przez co wylądowałam na podłodze. Po chwili dopadł mnie jeszcze kaszel, więc śmiałam się i kaszlałam jednocześnie, leżąc na podłodze. Po pewnym czasie wstałam, ocierając łzy, które poleciały z moich oczu. Przed nami staną Malik i Horan.
-         Chyba dzisiaj nie będziemy mogli was odprowadzić. – powiedział mulat, widocznie się smucąc.
-         Wiesz, będziesz miał jeszcze parę okazji, by mnie odprowadzić. – Sylvia szturchnęła go łokciem w brzuch i poruszając zabawnie brwiami.
-         Więc, następnym razem! – klasnęłam w dłonie.
Skierowałam się do kuchni i wzięłam wszystkie swoje rzeczy. Kiedy wróciłam do przedpokoju wszyscy nagle się na mnie rzucili, zgniatając mnie przy tym.
-         Chłopaki! – wydyszałam, ale chyba mnie nie słyszeli. – CHŁOPAKI! Udusicie mnie zaraz tu kurde. – wrzasnęłam. Udało się.
Kiedy mnie puścili zassałam powietrze. Wywróciłam oczami. Razem z blondynką pożegnałyśmy się z chłopakami, po czym wyszłyśmy i rozeszłyśmy się do swoich domów. Kiedy tylko weszłam do mojego pokoju od razu poszłam się odświeżyć, po czym padłam na twarz na miękkie łóżko, które tak bardzo się za mną stęskniło podczas mojej nieobecności ostatniej nocy.


Chciałam tylko dodać, że 5 komentarzy = następny rozdział. ;D nie wiem czy czytacie czy nie, więc nie wiem czy to ma sens. Więc chcę się przekonać, czy kogoś to zaciekawiło. :> 

niedziela, 22 lipca 2012

osiem.

omg, wyrobił się chłopak. :D :3

______________________

Godzina przyjścia mojej koleżanki wybiła bardzo szybko, jednak w tym czasie zdążyłam nieco się rozpakować i odrobić wszystkie lekcje, a także wykąpać. Siedziałam w kuchni z mokrymi włosami, pochłaniając miskę płatków czekoladowych z mlekiem. Bardzo pożywną miałam kolację, a raczej obiad. Kiedy zadzwonił dzwonek, podskoczyłam, obijając sobie zęby łyżką, co mnie zabolało. Przeklinając pod nosem, otworzyłam drzwi. Stała w nich Sylvia z szerokim uśmiechem na twarzy i torbą zawieszoną na ramieniu. Wpuściłam ją do środka.
- Cześć. - powiedziała i zdjęła buty.
- Hej. - odpowiadałam, kierując się w stronę kuchni.
Wzięłam ostatni kęs posiłku, po czym odłożyłam naczynie do zmywarki, po czym ją włączyłam. Zerknęłam na zegarek. Miałyśmy równo godzinę do wyjścia. Oczywiście, mogłyśmy się spóźnić, co było nieuniknione bowiem byłam strasznie spóźnialska.
- Chcesz czegoś do picia? - spytałam, zerkając na dziewczynę, która właśnie weszła do kuchni. Zajrzałam do lodówki. - Mam wodę, sok pomarańczowy, fantę i cherry coke. Co wybierasz?
Zerknęłam na nią z wesołym wyrazem twarzy.
- Fantę poproszę.
Sięgnęłam po puszkę fanty i podałam ją blondynce, po czym wyciągnęłam cherry coke dla siebie. Machnęłam ręką na znak, aby poszła za mną. Nie śpiesząc się, weszłam do pokoju i stanęłam przed wielką szafą. Cholera, nie pomyślałam, aby coś sobie wybrać. Przez piętnaście minut wybierałam sukienki, co chwilę się przebierając i pokazując koleżance. W końcu wybrałam jakąś sukienkę, dobrałam do niej dodatki i buty na obcasie. Nieco się ich obawiałam, bo dawno w nich nie chodziłam i wiedziałam, że moje stopy będą po prostu odpadać, ale zawsze można je zdjąć. Będziemy przecież w domu. Moja nowa znajoma wybierając strój chciała nałożyć bluzkę z napisem "I love 1D", jednak jej to subtelnie odradziłam. Dziwnie by to wyglądało. W końcu z przegraną miną, wybrała sobie coś innego. Kiedy Sylvia się przyszykowała, teraz nadeszła moja kolej na umalowanie się. Postawiłam na kreski i delikatną szminkę. Wyprostowałam grzywkę prostownicą, gdyż moje włosy były falowane, co niezbyt dobrze wyglądało. Przynajmniej dla mnie. Stanęłam przed lustrem, już całkiem gotowa. Spojrzałam na moją towarzyszkę z uśmiechem malującym się na mojej twarzy. Wzięłam torebkę, po czym wyszłyśmy z domu, a ja wcześniej włączyłam alarm i zakluczyłam drzwi.

- Okej, jesteśmy. - Powiedziałam, zwracając się do dziewczyny. Chwyciłam ją za ramiona. - Obiecaj mi, że nie będziesz piszczeć, ani nie zemdlejesz, okej? Błagam. Przysięgnij.
Dziewczyna lekko skinęła głową, jednak na jej twarzy malowało się zdezorientowanie.
- Dobra, nie będę piszczeć i na pewno nie zemdleję. Chociaż, kto wie. - Zaśmiała się, a ja zmroziłam ją wzrokiem. - Żartowałam tylko, no.
Odetchnęłam z  ulgą, po czym podniosłam dłoń.
- HIGH FIVE! - powiedziałam, a dziewczyna przybiła mi piątkę.
Zaśmiałam się i podeszłyśmy do drzwi. Nacisnęłam dzwonek, a w tym samym czasie poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Naprawdę modliłam się w duchu, aby Sylvia nie zrobiła nic głupiego, jak na przykład rzucenie się na któregoś z chłopaków.
Drzwi otworzyły się, a przed nami stanął chłopak w koszulce w paski i niebieskimi tym razem spodniami. Uśmiechał się szeroko.
- Danielle! - wrzasnął i porwał mnie w swoje ramiona. - Niall mówił, że przyjdziesz.
- LOU! Moja marna podróbo! - zaśmiałam się. Po naszym zachowaniu można było stwierdzić, że znamy się kilka lat, mimo, iż tak wcale nie było. 
Odsunęłam się od niego delikatnie i zerknęłam kątem oka na moją towarzyszkę. Była nieco rozkojarzona i wpatrywała się w chłopaka wielkimi oczami.
- O mój Malik... To znaczy.... O mój Boże. - poprawiła się, a Louis ryknął śmiechem, zresztą ja także.
- Cześć, jestem Louis. - wyciągnął do niej dłoń, która zaraz została uściśnięta.
- Sylvia. - powiedziała. Szok znikał powoli z jej twarzy.
Zaśmiałam się i pociągnęłam ją do środka.Ucieszyłam się, że nie zaczęła wrzeszczeć, ani płakać. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszystkie meble były podsunięte pod ściany, aby na środku salonu zrobić parkiet. Na jednym ze stołów, które stały pod oknami był alkohol, a na pozostałych dwóch przekąski.
- Cześć, Danielle! - usłyszałam głos za plecami, a kiedy się obejrzałam za siebie ujrzałam szczęśliwą twarz blondyna, który od razu porwał mnie w objęcia.
- Niallll - przeciągnęłam, czując, że niemal łamie mi kości swoim silnym uściskiem. Jęknęłam cicho. - Też się cieszę, że cię widzę, ale zaraz mnie zgnieeeciesz.
Od razu wypuścił mnie z objęć, uśmiechając się szeroko. Zaśmiałam się cicho i walnęłam go pięścią w ramię.
- Aua! - złapał się w bolące miejsce. - Za co to?
- Za to, że przez ciebie jestem na pierwszych stronach gazet, czy innych gówien i za to, że trafiłam do dyrektora. - powiedziałam z uśmiechem na ustach. Spojrzałam na koleżankę. - Niall, to jest Sylvia. Sylv, to jest Niall, ale chyba nie muszę ci go przedstawiać. - zaśmiałam się cicho.
- Heeeej. - Niebieskooki przywitał się z moją koleżanką tak samo jak ze mną, zamykając ją w szczelnym uścisku.
- No siema. - Blondynka zaśmiała się cicho, nie wiedząc co zrobić.
Kiedy już skończył się witać, ruszył przed siebie, dając nam znak, abyśmy ruszyły za nim. Tak też zrobiłyśmy.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że znasz One Direction?! - dziewczyna szepnęła mi do ucha. - Albo, że idziemy do nich na imprezę! Przygotowałabym się lepiej, a nie.
Zachichotałam cicho, spoglądając na nią. rozbawiona.
- Chciałam ci zrobić niespodziankę. - delikatny uśmiech rozświetlił moją twarz. W tej samej chwili wpadłam na Nialla, który nagle się zatrzymał. - Auć. Mógłbyś uprzedzić, że się zatrzymałeś.
- Mogłabyś patrzeć pod nogi. - Zaśmiał się donośnie. - Chłopaki, pamiętacie Danielle?
Zerknęłam na kanapę, na której siedział Harry, Zayn i Louis, który najwidoczniej zdążył dojść do swoich przyjaciół. Obok niego usiadła wysoka brunetka z szerokim uśmiechem na twarzy. Od razu przytuliła się do chłopaka.
- Jasne, że tak. - Odpowiedział Zayn, który posłał mi szeroki uśmiech, a ja go odwzajemniłam.
- Okej. Więc to jest Sylvia, koleżanka Danielle.- wskazał na blondynkę, a później na towarzyszkę Louisa. - A to jest Eleanor. Dziewczyna Lou.
- Cześć. - powiedziała, posyłając nam przyjazny uśmiech.
- Hej. - powiedziałyśmy równocześnie z S. Uniosłam dłoń, a ona przybiła mi piątkę.
- High five! - powiedziałam i zaśmiałam się.
Zajęłyśmy miejsca na sofie, na przeciwko chłopaków z zespołu, a Niall przyniósł nam drinki, zasiadając obok mnie. Upiłam łyk trunku, po czym wciągnęłam się w rozmowę z blondynem. Po paru minutach zauważyłam, że moja koleżanka zajęta była odpowiadaniem na pytania, które zadawał jej Zayn. Coś mi się wydawało, że oboje się sobie podobali. Zerknęłam ukradkiem na Harry'ego i Louisa, którzy rozmawiali z Eleanor, wygłupiając się przy tym. Po parunastu minutach przyszedł Liam z jakąś dziewczyną u boku. Miała śliczne, kręcone włosy.
- Cześć. Wybaczcie, trening mi się trochę przedłużył. - powiedziała z przepraszającym wyrazem twarzy, jednak wszyscy stwierdzili, że nic nie szkodzi.
- Emm, Danielle, to jest Sylvia. - Liam wskazał na moją przyjaciółkę, a później na mnie. - A to jest Danielle.
Dziewczyna zaśmiała się cicho i uścisnęła nasze dłonie, po czym przysiadła do nas. Niall razem z Liamem zajęli się rozmową, więc ja zrobiłam to samo z moją imienniczką. Dziewczyna była przesympatyczna, od razu ją polubiłam. Rozmawiałyśmy o modzie, a także o muzyce. Dowiedziałam się, że jest tancerką, na co ja wybałuszyłam oczy, co spowodowało, że wybuchnęła śmiechem. Po paru drinkach ruszyłyśmy na parkiet, dając się ponieść rytmowi piosenki. W pewnej chwili poczułam, że ktoś do mnie dołączył. Był to jakiś chłopak, widać, że już trochę wypił, bo jego dłonie powędrowały na moje pośladki. Jako że, ja także nie byłam w pełni trzeźwa, pozwoliłam mu na to. Kilka piosenek później ja wylądowałam na stole, tańcząc macarenę z butelką piwa w ręce. Nawet nie pamiętałam jak znalazłam się w pokoju na górze z chłopakiem, z którym wcześniej tańczyłam. Czułam jego usta na moich, a ręce błądziły po moim ciele. Nagły przebłysk świadomości tego, co robię, zmusił mnie do odepchnięcia chłopaka. Wybiegłam z z pokoju i pędząc na dół po schodach. Minęłam wszystkich, a wychodząc z domu nawet się nie pożegnałam Poczułam na policzkach zimny wiatr, który powoli mnie ocucił. Usiadłam na krawężniku przed domem i schowałam głowę między kolana. Czułam, jak kręci mi się w głowie, a moje nogi bolały niemiłosiernie.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam znajomy głos.
Od razu się wyprostowałam i zerknęłam na Nialla z bladym uśmiechem na twarzy.
- Taak. - skłamałam, mając nadzieję, że mi uwierzy, mimo, iż ja sama nie byłam co do tego przekonana.
- Jasne. - mruknął i usiadł obok mnie.
- Wracaj do środka, nie trać imprezy. - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach.
- Trudno. Wolę zostać. - mogłabym przysiąc, że właśnie się uśmiechnął. - Co jest?
Westchnęłam cicho.
- Prawie... -  głos mi się załamał, a łzy pociekły po policzku. - prawie zdradziłam swojego chłopaka. Tak bardzo za nim tęsknię!
Blondyn zdjął bluzę i narzucił na moje ramiona, po czym nieśmiało przyciągnął mnie do siebie. Poczułam, jak delikatnie głaszcze mnie po włosach.
- Wszystko będzie dobrze. Zadzwoń do niego. Spotkaj się.
- Ale to nie takie łatwe! On nie jest z Londynu. Mieszka w miasteczku, gdzie ja kiedyś. Nie mam możliwości zobaczenia go, nawet przez tę jebaną kamerkę, bo jak on nie ma czasu to ja mam, a jak ja nie mam to on ma. Nawet nie mogę się do niego przytulić. A teraz jest jeszcze zazdrosny. Czuję, że go tracę, a nie chcę tego. - Zaszlochałam, wtulając się bardziej w chłopaka. - Do tego nogi mnie bolą i zaraz chyba zwrócę wszystko, co dzisiaj zjadłam....
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Zerwałam się niczym torpeda do najbliższego śmietnika, po czym nachyliłam się i... no cóż. Wiadomo co. (XD) Wyprostowałam się, gdy skończyłam, odgarniając przy tym włosy do tyłu. Jęknęłam cicho, kucając i chowając głowę między kolanami.
- Chodź. - usłyszałam chichot mojego kolegi. - Zaprowadzę cię do domu.
Ponownie z moich ust wydobył się cichy jęk.
- Okej. - mruknęłam i sięgnęłam do torebki po miętową gumę do żucia. - Ale mógłbyś mi przynieść wody albo coś? Zaschło mi troszkę w ustach....
Nie zdążyłam dokończyć, a wejściowe drzwi trzasnęły. Usiadłam i ściągnęłam buty. Trudno, będę wracać boso, moje stopy nie wytrzymałyby i odpadły. Naprawdę żałowałam, że nałożyłam obcasy. Po chwili u mojego boku pojawił się Niall z butelką wody. Wzięłam ją od niego. Wzięłam łyka, płucząc sobie usta, a później wyplułam wodę do kosza na śmieci. W końcu się napiłam, zwilżając moje zeschnięte usta. Wzięłam jedną gumę i zaczęłam ją spokojnie żuć, aby mój oddech był nieco świeższy. Wyciągnęłam ręce w stronę blondyna, a on je złapał i pomógł mi wstać. Niestety, gdy tylko mnie puścił, ja o mało co nie wylądowałam na ziemi, jednak złapał mnie w porę. Nie mogłam utrzymać się na nogach, więc chłopak wziął mnie na ręce, każąc jedynie trzymać mocno buty, po czym zaniósł mnie do domu. I to wszystko, co zapamiętałam z tamtej imprezy.

środa, 18 lipca 2012

siedem.

szukałam tej piosenki przez calusieńki rok. -,- XD


___________________________
Zarzuciłam torbę na ramię i weszłam do gabinetu dyrektora. Mężczyzna miał około pięćdziesiątki, trochę przygruby, z wąsem, a na nosie miał okrągłe okulary, które ciągle poprawiał. Był ubrany elegancko. Biała koszula, granatowe spodnie, a do kompletu marynarka, która wisiała na oparciu krzesła. Pod szyją miał zawiązany gładki, jasno niebieski krawat.
Na jego twarzy pojawił się uprzejmy uśmiech, gdy tylko mnie zobaczył. Wskazał ręką na krzesło, na przeciwko jego biurka. Usiadłam, to samo zrobił pan McKinley, bo chyba tak miał na nazwisko, skoro to nazwisko było wygrawerowane na tabliczce, która leżała na biurku.
- Dzień dobry. - przywitałam się grzecznie.
- Witam panią, pani.....?
- Heart. Danielle Heart. - powiedziałam. - Jestem nowa.
- Ohm... Tak, tak. Już kojarzę. Więc co cię tu sprowadza? - spytał, po czym podsunął mi pod niemalże sam nos miseczkę z cukierkami. - poczęstuj się.
Wzięłam jednego cukierka i schowałam go do kieszeni. Posłałam mężczyźnie delikatny uśmiech, a on go odwzajemnił.
- Dziękuję. - mruknęłam. - Więc... Pan Argent wysłał mnie tutaj, gdyż nie chciałam mu oddać telefonu.
Dyrektor pokiwał głową, zamyślony gładząc swoje (śmieszne) wąsy.
- A czemu nie chciałaś go oddać? - spytał.
- Cóż... W sumie to nic nim nie robiłam. Dostałam jedynie wiadomość, a nie wyłączyłam dźwięku. Zresztą, telefon był bardzo drogi, a także czekam na ważną wiadomość, więc wolałam go nie oddawać, jednakże pan Argent nie dał mi dojść do głosu i wysłał mnie tutaj. - Powiedziałam jak najbardziej spokojnie. Dyrektor słuchał mnie uważnie, a kiedy już skończyłam, pokiwał tylko głową i wstał.
- Ehhh, jako, że pani jest tu nowa i najwyraźniej nie zapoznała się z regulaminem szkoły, nie zostanie pani ukarana za swoje zachowanie. - powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą. - Jednak nie zostanie ono zapomniane. Będziemy mieć panią na uwadze, bo widzę, że jest pani raczej.... zadziorna. - powiedział, spoglądając na mnie znacząco, a ja tylko się uśmiechnęłam. - Wiec wyjdzie pani tylko z naganą. I zapozna się pani z regulaminem, dobrze? Może pani wracać na lekcję, która skończy się za pięć minut.
Nawet nie czekał na moją odpowiedź, tylko zajął się przeszukiwaniem papierów. Chwyciłam torbę i wyszłam z pokoju, mówiąc oczywiście "Do widzenia".
Wyciągnęłam telefon z torby i otworzyłam tę nieszczęsną wiadomość.

Wybacz, ale po prostu zauważyłem, że mnie nie kojarzysz, więc po prostu pomyślałem, że fajnie byłoby poznać kogoś, kto nie uważa cię za "tego Nialla z One Direction", tylko za normalnego chłopaka. 


Westchnęłam cicho, czytając wiadomość po raz drugi. Trochę było mi głupio, jednak gdy do niego pisałam, byłam nieźle wkurzona.

Ech, dobra, powiedzmy, że Ci wybaczam. :> Tylko teraz przez te głupie zdjęcia cała szkoła, w sensie prawie wszystkie dziewczyny się na mnie gapią. o.O I trafiłam przez Ciebie na dywanik... Zabiję cię, blondasie. XD :D 

Wysłałam i wydostałam plik karteczek ze swoim planem lekcji. Następną miałam geografię, a później francuski, co mnie delikatnie przeraziło, bo w ogóle nie potrafiłam mówić w tym języku. Poszłam pod salę, w której teraz mam lekcję. Poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam komórkę.
 

NIEEE! Jestem za młody, żeby umierać! :C Haha, ale teraz dzięki mnie będziesz słaaaaaawna! ;D Nawet nie wiesz, ile dziewczyn by chciało tobą teraz być. Czemu przeze mnie? Ja nic nie zrobiłem. :< Btw. Dzisiaj z chłopakami robimy imprezę. Dopiero co wróciliśmy z trasy i chcemy to uczcić. Może wpadniesz?

Zmarszczyłam brwi. Serio? O boże, jak on mnie zaczynał denerwować, ale był w pewnym stopniu zabawny i dlatego go polubiłam. 


Serio? Wiesz, że teraz będę miała przejebane? :O :D Co do imprezy... Może wpadnę, może nie. Nadal jestem trochę zła, za te cholerne ploteczki. :D Trafiłam do dyrektora, bo nie wyciszyłam telefonu, a Ty dopiero teraz odpisałeś... *.* Mam nauczkę. Doobra, muszę kończyć, bo mi się lekcja zaczyna. Opowiem Ci, jeśli się jeszcze spotkamy. Geografia... Skaczę z radości. D: 

Wcisnęłam wyślij i wyciszyłam dźwięk.Dzwonek zabrzęczał w tej samej chwili.
Cały dzień w szkole szybko mi zleciał. Ludzie przestali się na mnie tak gapić, jak rano. Poznałam parę osób, jednak nikt nie przypadł mi do gustu. Kiedy wychodziłam ze szkoły podeszła do mnie blondynka z zielonymi oczami. Myślałam, że minie mnie, tak jak reszta uczniów, ona jednak zatrzymała się z szerokim uśmiechem na ustach.
- Cześć. - Przywitała się grzecznie. - Jestem Sylvia.
- No cześć. - mruknęłam, chowając książkę, którą trzymałam w ręce do torby. - Danielle.
- Miło mi. - uśmiech nie schodził z jej twarzy. Nie powiem, był zaraźliwy. - Hmm..... Może wybierzemy się na kawę? Niedaleko jest kawiarnia.
Zagryzłam lekko wargę. Propozycja była dość kusząca, lecz nie wiedziałam, czy się na nią zgodzić. Po chwili zastanowienia pokiwałam głową.
- Okej. Chodźmy. - powiedziałam z uśmiechem.
Ruszyłam przed siebie, jednak po chwili zerknęłam za siebie, sprawdzając, czy  dziewczyna idzie za mną. Ona jednak stała i patrzyła się na mnie z rozbawieniem. Zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Kawiarnia jest tam. - powiedziała i wskazała ręką stronę.
Podeszłam do niej, o czym ruszyłyśmy już w prawidłową stronę. Po drodze dowiedziałam się dosyć dużo o mojej nowej znajomej. Ona pół roku temu była "tą nową" i wie, jakie to trudne być w nowej szkole i nikogo nie znać, dlatego też do mnie podeszła. Poczułam wielką wdzięczność, jednak wolałam tego teraz nie okazywać. Zanotowałam sobie w głowie, że muszę się jej jakoś odwdzięczyć. Ponadto, dziewczyna była z Polski, przeprowadziła się do Londynu, gdyż jej rodzice dostali lepsze propozycje pracy.
- Więc... - zaczęłam, przerywając niezręczną ciszę, która właśnie zapadła między nami. - jakie są twoje ulubione zespoły? - spytałam. Naprawdę mnie to ciekawiło.
Dziewczyna zastanowiła się nad odpowiedzią, co nie zajęło jej nawet minuty i odpowiedziała bez zająknięcia.
- Na pewno Green Day i The Make Believe. - powiedziała, upijając łyk swojej kawy. - No i One Direction. Cholernie się ucieszyłam, kiedy rodzice powiedzieli mi o przeprowadzce, bo wtedy nadarzyła się okazja, żeby ich poznać. Jednak na razie nie miałam jeszcze tej przyjemności.
W mojej głowie zapaliła się zielona lampka. Jednak aby zrealizować ten plan, musiałam się spytać o pozwolenie.
- Hah... - mruknęłam w zamyśleniu. - To dużo się od siebie nie różnimy. Tyle, że ja nie słucham tych chłopaczków. - uśmiech pojawił się na mojej twarzy. - Echm, wybacz, muszę do toalety.
Powiedziałam, wstając. Wzięłam swoją torbę i poszłam do damskiej toalety. Wyciągnęłam komórkę po dość długich poszukiwaniach. Wzięłam głębszy oddech. Znalazłam w kontaktach imię mojego nowego znajomego i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie musiałam długo czekać.
- Halo? - Usłyszałam ten specyficzny akcent i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Cześć, blondasie. - przywitałam się. - Czy zaproszenie na dzisiejszą imprezę nadal jest aktualne? - spytałam ostrożnie.
- Jasne. - powiedział po chwili milczenia, jednak słychać było, że się ucieszył. - prześlę Ci adres SMS-em.
- A... mogę przyjść z koleżanką? Bo w sumie nie będę nikogo znać. - Powiedziałam, zaciskając kciuki.
- Jaasne, przychodź z kim chcesz. - Odpowiedział wesoło. - Dobra, ja muszę kończyć, bo zaraz zaczynamy wywiad. Pewnie będą pytać o moją nową miłość. - zachichotał, po czym się pożegnał. - Pa, kocie.
Wywróciłam oczami, chowając telefon z powrotem do torby i wróciłam do mojej znajomej.
- Wybacz, ale jeszcze musiałam wykonać ważny telefon. - Spojrzałam na nią tajemniczo z uśmiechem na ustach. - Co robisz dzisiaj wieczorem?
- W sumie nic. - Tym pytaniem zbiłam ją z tropu. - A czemu pytasz?
- Mój znajomy robi imprezę. A ty - wepchnęłam sobie trochę lodów do buzi i wskazałam na blondynkę łyżeczką. - idziesz ze mną, moja droga.
Jej oczy zabłysły, a na twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech niz przedtem. Aż się zdziwiłam, ze to było możliwe.
- Okej. To o 18 u mnie. Co prawda wszystko zaczyna się o 19, ale wiesz. Trzeba się przygotować. - Powiedziałam, uśmiechając się zawadiacko. Zerknęłam na zegarek. - Masz dwie godziny, wyrobisz się, no nie? Dobra, muszę spadać.
Położyłam pieniądze na stół i wyszłam z kawiarni, żegnając się wcześniej z koleżanką. Humor mi się niezwykle poprawił, więc niemalże w podskokach doszłam do domu. Musiałam jeszcze posprzątać pokój i odrobić lekcje, mimo, że jutrzejszy dzień był wolny z okazji Dnia Nauczyciela, jednak miałam przeczucie, że nie będę w stanie odrobić jutro lekcji.


_____________
męczyłam się nad tym rozdziałem strasznie. :O i mi się za bardzo nie podoba, ale trudno. następny powinien być lepszy. :D

sobota, 14 lipca 2012

sześć.

"Hollywood whore
Passed out on the floor
I'm sorry but the party's over"

Odszukałam telefon, który od pięciu minut grał refren piosenki Papa Roach, którą kiedyś uwielbiałam. Zmieniło się to po pewnym czasie, kiedy popełniłam podstawowy błąd i ustawiłam ją sobie jako budzik. Wyłączyłam denerwujący dźwięk, zerkając przy tym na zegarek. Było pięć po szóstej. Wygramoliłam się z łóżka, wsunęłam na stopy kapcie w króliczki, a na ramiona nasunęłam puchowy szlafrok, koloru niebieskiego. Podeszłam do szafy, zagryzając lekko wargi. Dzisiaj pierwszy dzień w nowej szkole, do tego jest początek semestru, ale jestem w drugiej klasie, więc będę postrzegana jako "ta nowa", co nie za bardzo mi się uśmiechało. Jako, że według mnie, wszyscy będą spoglądać na mnie z politowaniem, musiałam się jakoś ładnie ubrać. W końcu wybrałam czerwone rurki i conversy tego samego koloru, a do tego luźną białą bluzkę na krótki rękawek z napisem "Bite Me" i podobizną kłów. Wampiry były tandetne i dawno wyszły już z mody, jednak ja byłam w nich wręcz zakochana. Nic na to nie poradziłam. Skierowałam się do toalety, wzięłam szybki prysznic i umyłam starannie zęby oraz twarz. Kiedy się ubrałam, a włosy uczesałam i pozwoliłam im opaść swobodnie na plecy, nałożyłam naprawdę delikatny makijaż. Wyszłam z łazienki, spoglądając na zegarek. Miałam jeszcze godzinę. Otworzyłam laptopa i weszłam na twittera.

Pierwszy dzień w nowej szkole. :O Może nie będzie aż tak źle. xx. 

Dodałam tweeta. Zaczęłam przeglądać jakieś portale, aż w końcu jeden artykuł przykuł moją uwagę. A właściwie to imię, które mi się skojarzyło. Nagłówek brzmiał tak : "Niall Horan, jeden z pięciu członków  boy bandu One Direction został wczoraj złapany na spotkaniu z tajemniczą dziewczyną. Czy to jego nowa miłość?!". Niall.... Nie, to nie mógł być on. Chociaż.... Szybko kliknęłam w nagłówek i ukazał mi się cały artykuł. Było w nim mnóstwo zdjęć blondasa z jakąś dziewczyną. Dopiero po pięciu minutach zorientowałam się, że to mój nowy znajomy i ... ja.

Niall Horan (18l.) był wczoraj widziany z nieznajomą dziewczyną na ulicach Londynu. Wyraźnie między nimi iskrzyło. Zakochana para spacerowała ulicami Londynu przez prawie cały dzień. Śmiali się i wygłupiali, widać, że cieszyli się swoim towarzystwem. Czy coś z tego będzie? Czy członek One Direction w końcu znalazł prawdziwą miłość? Cóż, dowiemy się w swoim czasie.

Siedziałam przez parę minut z rozdziawioną buzią. Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam.
- Co kurwa? - mruknęłam do siebie i od razu rzuciłam się w stronę telefonu. Nie było żadnych wiadomości. Ani od Matta, ani od Hayley. Zagryzłam lekko wargi.

Widziałeś, co piszę O NAS w tabloidach? Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś pieprzoną gwiazdką?

Byłam wkurzona. I to nieźle. Wiedziałam już, skąd nagle tyle hejtów się pojawiło w moją stronę na twitterze. Miałam jednak nadzieję, że w szkole nikt nie rozpozna mojej twarzy, chociaż trudno będzie jej nie rozpoznać, skoro było dużo zbliżeń. Niestety.
Wystukałam tak dobrze znany mi numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Po paru sygnałach usłyszałam jego głos.
- Halo? - spytał z tą charakterystyczną chrypką Matt. Tak bardzo brakowało mi dźwięku jego głosu. - Po co dzwonisz? Przecież masz już nowego chłopaka.
Zamurowało mnie.
- Co proszę? - powiedziałam po chwili. - Jaja sobie robisz, stary?! Jakiego NOWEGO chłopaka? - specjalnie zrobiłam nacisk na przedostatnie słowo.
- No co się tak dziwisz? - słyszałam, że jest wkurzony. - Trzeba było się tak nie afiszować nowym związkiem.
Parsknęłam śmiechem.
- No chyba cię pojebało. Nowym związkiem? Mnie z tym chłopakiem nic nie łączy. Nawet o dobrze nie znam. Oddał mi wczoraj telefon, bo go zgubiłam.
Mój chłopak nic nie odpowiedział. Tylko głucha cisza.
- Nie mogę uwierzyć, że jesteś zazdrosny! - pisnęłam do aparatu i zaśmiałam się cicho. - Kocham cię, idioto. Niall czy jak mu tam jest tylko i jedynie znajomym. I pewnie się z nim więcej nie spotkam.
- To... to dobrze. - powiedział z ulgą w głosie. - Tęsknię za tobą i zaczynam świrować.
Westchnęłam cicho. Tak bardzo chciałam go teraz przytulić.
- Wiem. Ja też za tobą tęsknię, ale niedługo się zobaczymy, obiecuję.
- DANIELLE! ŚNIADANIE! - usłyszałam krzyk ojca. Zdusiłam w sobie westchnienie.
- Skarbie muszę kończyć. Kocham cię, pa. - powiedziałam i rozłączyłam się. Telefon wpakowałam do kieszeni.
Zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni jak rakieta. Spojrzałam na zegarek. Miałam jakieś pół godziny, a było to bardzo mało, bo jeszcze musiałam iść po plan zajęć i książki. Chwyciłam tylko tosta, który leżał na talerzu i szybko go ugryzłam, po czym popiłam szklanką soku pomarańczowego. Wróciłam do pokoju, wzięłam tylko torbę i wybiegłam z domu. Na szczęście tata też wychodził i mnie podwiózł.
Wysiadłam z bmw mojego ojca i stanęłam przed wielkim, murowanym  budynkiem. Zawiesiłam torbę na ramieniu, pożegnałam się z moim "szoferem" i ruszyłam przed siebie. Sekretariat znalazłam dość szybko. Znajdował się na parterze, a na suficie wisiała wielka tabliczka ze strzałką. Zapukałam cicho i weszłam do środka gdy usłyszałam pozwolenie.
Pomieszczenie było dość duże, na ścianach położone kawowe tapety, szara wykładzina na podłodze była pomięta przez tysiące butów przechodzących po niej. Na przeciwko drzwi stało wielkie biurko, za którym siedziała kobieta po czterdziestce z farbowanymi na platynowy blond włosami i sztuczną opalenizną. Kiedy mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Witam, w czym mogę pomóc? - spytała uprzejmym tonem, spoglądając w moją stronę.
- Dzień dobry. - Powiedziałam. - Nazywam się Danielle Heart i jestem tu nowa. Przyszłam po plan zajęć.
- Ach tak. - Kobieta pokiwała głową i zaczęła przebierać w stertach papierów. Po pięciu minutach wyciągnęła plik kartek i mi go podała. Zerknęłam na niego. Pierwszą lekcją była matematyka w sali numer 130. Westchnęłam cicho. Po chwili kobieta wręczyła mi książki i mundurek
- Powodzenia. - pożegnała się, kiedy wychodziłam z gabinetu.
"Będzie mi potrzebne" pomyślałam, jednak nie wyjawiłam tego światu. Idąc tak z plikiem kartek, mijałam uczniów. Czasem niektórzy coś szeptali, inni się śmiali. Skierowałam się do toalety, szybko przebrałam w białą bluzkę polo, na to nałożyłam granatowy sweter z emblematem szkoły oraz plisowaną spódniczkę do kolan. Jedynym elementem, który mogłam zostawić i które w ogóle nie pasowały były buty. Cóż, musiałam przeżyć jeden dzień w czerwonych conversach. Szybko skierowałam się do sali 130. Weszłam trochę po dzwonku i nauczyciel przedstawił mnie klasie, po czym wskazał moje miejsce obok pryszczatego chłopaka z totalnie niezadbanymi włosami, które odstawały na wszystkie strony. Chyba miało to wyglądać na artystyczny nieład, albo chłopak chciał się upodobnić do Roberta Pattinsona, ale chyba coś mu nie wyszło.
- Hej ty, Danielle. - usłyszałam, jak mój sąsiad mnie woła. Kiedy na niego spojrzałam uśmiechnął się do mnie zadziornie, na co ja tylko uniosłam jedną brew. - Jestem Eliott. Eliott Brown, dla jasności.
- Miło mi. - mruknęłam, spoglądając na nauczyciela, który właśnie rozpoczął prowadzić lekcję. Eliott próbował parę razy do mnie zagadać, ale delikatnie dawałam mu do zrozumienia, że wolę słuchać nauczyciela.
Nagle w połowie lekcji rozległ się przeraźliwy krzyk, aż wszyscy podskoczyli, a później usłyszeć można było dźwięki gitar. Nagle poleciała cała piosenka.
http://www.youtube.com/watch?v=Hg7lIkZdTPk (chodzi mi o nią. :D)
Cholera. To był mój telefon. Zaczęłam klepać się po udach, jednak nie miałam kieszeni. Rzuciłam się do torby. Kiedy znalazłam komórkę, zaczynała się druga zwrotka piosenki. Cała czerwona wyciszyłam telefon. Przelotnie zauważyłam, że dostałam SMS-a od Nialla. Pięknie.
- Ehm.... Przepraszam bardzo. - mruknęłam, rumieniąc się jeszcze bardziej. Cała cholerna klasa patrzyła się na mnie, jakbym właśnie zabiła ich rodzinę, albo przynajmniej narzygała na środek klasy.
- Oddaj mi telefon. - Powiedział nauczyciel, wyciągając rękę w moją stronę. Zamurowało mnie.
- Przepraszam, ale nie. - mruknęłam, chowając telefon do torby.
- Oddawaj mi go, młoda panno, albo pójdziesz do dyrektora.
- Przepraszam bardzo, ale jest to mój telefon, moja własność. Nie oddam go panu, przykro mi. - powiedziałam, podnosząc dumnie głowę i wypinając pierś.
- W takim razie, proszę do dyrektora. - powiedział mężczyzna. - Adam, zaprowadź pannę nie-wykonuję-poleceń-nauczyciela do pana McKinley. - skierował swoja prośbę do wysokiego bruneta z przekłutym uchem i włosami postawionymi na żel.
Chłopak wstał i wskazał mi ręką, żebym szła za nim. Chwyciłam torbę, po czym wyszłam z sali, nawet nie mówiąc "do widzenia".Westchnęłam cicho, podążając za chłopakiem. Nie ma co, dobrze zaczęłam szkołę.


______________________________
Ogólnie, pisałam ten rozdział parę godzin, że trzy chyba, i nie jestem z niego zadowolona. *.* No, nevermind. :D
Rozdział dla Staśka, która nawet go nie czyta, ale co tam. W końcu ma dzisiaj urodziny.:3
Pozdrawiam S,S,J(żonoXD),W i M. i kurde, udanego obozu. ;3 I kurde żebyście tańczyli po nim jeszcze lepiej niż dotychczas. XD :D Lofki soł macz.  :3 Widzimy się 27 przez pięć minut, haha. :3